Posty

Wyświetlam posty z etykietą wychowanie

Po wakacjach

Dziś będzie banalnie. Dziś pragnę złożyć hołd i oddać pokłon wszystkim tak zwanym matkom nie pracującym. Tym co wiecie, idą do supermarketu o 11 i cały dzień opalają się na placach zabaw. I oglądają seriale. Znaczy, pragnę im oddać pokłon, jeśli to prawda, że mogą cały dzień opalać się na placu zabaw, bo oznacza to ich świetną organizację i wybitne zdolności pedagogiczne. A jeśli to nieprawda, do czego się raczej skłaniam, to tym bardziej, bo łomatko, jest 15.48 dnia drugiego na tej robocie i łomariojózefie, ja już w mordę nie mogę... Dziś chciałam popracować przed świtem, ale z rana nie działał internet, więc się wlekło wszystko na komórkowym hotspocie. Potem ruszył internet i Dziecko ruszyło w tym samym czasie (sprawdzić, czy nie spał na ruterze). Potem robiłam śniadanie, więc wysypała mi się zawartość kosza na śmieci na podłogę kuchenną. Nie było akurat wody, więc nie miałam jak zmyć. Ale było wody akurat na tyle, żeby balon naciągnięty na kran się napełnił i pęk niespodzianie ...

Horror nad kanapką

Odprowadzam Dziecko do przedszkola. Jest już po śniadaniu, cała grupa w sali, z wyjątkiem jednej dziewczynki i jednej pani, których głosy wyraźnie słychać z jadalni. Pani zmusza dziewczynkę groźbami i szantażem do zjedzenia kanapki. Ostrym głosem mówi, że nie wyjdą z jadalni, dopóki mała nie skończy. Skoro wzięła kanapkę, to musi ją zjeść. Dziewczynka mówi, że już nie chce. Na to pani, że jeśli tak, to za karę odprowadzi ją do młodszej grupy na resztę dnia!!! Nie jestem z tych co się wtrącają. Prawdę mówiąc już miałam wyjść i przeklinać babsko w duchu przez resztę dnia, ale coś mnie zatrzymało. Pomyślałam sobie, że ja się trochę boję tej "pani", a co dopiero taka mała czteroletnia dziewczynka, która sądząc z godziny, przynajmniej od 40 minut siedzi nad tą nieszczęsną kanapką. Zachowałam się odważnie i po odprowadzeniu Młodego do jego sali weszłam do jadalni i się spytałam, o co chodzi i czy dobrze słyszę, że za nie zjedzenie śniadania jest kara. Pani się zmieszała i zaczęła ...

O bajkach

Będzie o bajkach, bo mnie niepokoją. Czy one są na pewno dla dzieci? i czy są wychowawcze? Przy niektórych to nawet ja się rumienię! Spójrzmy na taką dziewczynkę z zapałkami - przecież ona na końcu umiera z zimna i głodu! Jak to się tłumaczy dwulatkowi? No właśnie - następny taki Król Lew ze swoim cmentarzyskiem słoni (nie jest łatwo odpowiedzieć na "mamo, a co to jest cmentarzysko?"), ojcem umierającym na oczach dziecka i wypędzeniem małego lwiątka przez hieny.... "Mamo, Simba jest bardzo smutny, bo jego tata śpi". Ta. Albo Słoń Dumbo. To już jest maksymalne przegięcie - matka wzięta za wariatkę zostaje zamknięta w więzieniu, dziecko z poważną deformacją twarzy musi pracować, aby przeżyć. Jest pośmiewiskiem dla wszystkich. I na dodatek upija się, ma omamy, traci przytomność, ma dziurę w życiorysie i kaca. Ostatnio natomiast zbulwersowała mnie Calineczka, czyli historia pierwszego in-vitro ("jak mieć dzidziusia bez tatusia"), gdzie rolę banku nasienia pełn...

Co tam

Mam wysprzątane mieszkanie, śpiące Dziecko, stepy akermańskie na balkonie, brzuszysko wokół pasa, nową komodę a w niej nowe talerze, lekki szum w głowie i dwa gary pysznego jedzenia. Żaden Zygzak nam nie zginął, ale też żaden się nie odnalazł. Zero planów na popołudnie. To chyba udany weekend. Chociaż nie padało (vide stepy na balkonie). Dziecko zaliczyło dziś swoją pierwszą ucieczkę DO domu. Po prostu wyszło z kościoła i ruszyło przez plac, parking, ulicę, gdzie je dogoniłam. Anioł Stróż czuwał, ale przecież nie o to chodzi.

Auta cz. 187645242

Zaginęło podwozie od Złomka z Duplo. W ramach poszukiwań odkurzyliśmy pod obiema kanapami. Wśród kłębków kurzu odnalazło się z pół kilo chrupków kukurydzianych, 17 flamastrów, a także kilka Zygzaków oraz jeden Marek Marucha. To ten zielony, z wąsami. Ustawiłam sobie 4 Zygzaki w rządku i troszkę się przelękłam tych małych zezujących oczek śledzących mój każdy ruch. Brrrr. Może one mają jakieś działanie hipnotyczne na dzieci? Anyway, Marek Marucha został ukochaną zabawką Dziecka. Szczęśliwe pożycie trwało jakieś 4 godziny i 34 minuty. Po tym czasie M wrócił z Dzieckiem z placu zabaw, bez Marka. M twierdzi, że z Markiem, ale fakty temu przeczą. Marka nie ma. Ponowne uniesienie kanap - bezskuteczne, żadnego Marka, żadnych Zygzaków. A właśnie, prowadzi mnie to do wniosku, że Zygzaki najchętniej rozmnażają się w otoczeniu kurzu, płatków kuku i flamastrów. No. Jako matka bez zasad i konsekwencji, zabrałam Dziecko do centrum handlowego, celem uzupełnienia stanu posiadania o Marka Maruchę. W se...

Lampa skacze, Dziecko płacze

Zostałam fanką stawiania do kąta. A było to tak. Wczoraj o 7.32 Dziecko powiedziało - Chcę oglądać bajkę, jak lampa skacze na literkę I. A ja na to "nie". Wywołało to płacz na 57 minut, który przerwany został wyjściem do żłoba. Po powrocie płacz był kontynuowany. Na przykład w piaskownicy. - Chcę foremkę żółwiaaaaaaaa. No spoko, tylko że to nie nasza foremka. - Kochanie, pójdziemy kupić foremki? Poszliśmy. W sklepie foremki zostały grzecznie wybrane. - Ja chcę pociąg z przyczepą, aaaaaaaa. - Masz pociąg w domu, pobaw się tym chwilę i idziemy do piaskownicy. - Nie chcę do piaskownicyyyyyyyyy. Tu oberwałam w twarz trzymanym pociągiem i dłuższą chwilę trwało opanowywanie agresji, jej zamiana na zwykłą histerię, a następnie na powrót do pertraktacji pokojowych. - Nie chcę do piaskownicyyy. Buuuu. No to pojechaliśmy na przejażdżkę. Ja z jednym spuchniętym policzkiem i tak chyba wyglądałam na szczęśliwą matkę, którą chwilowo nie byłam. Zobaczyliśmy małą elektryczną kolejkę, taką w ...

Mrówki, pszczółki i pająki

Dziecko rysuje. Najpierw rysowało ślimaki. Teraz węże. Następne pewnie będą mrówki. Mrówki i węże. I ślimaki. Może trzeba jakąś terapię? albo chociaż melisę? Ogólnie Dziecko jest szybko rozwijające się i przeraża mnie, że w zasadzie nie mówi bez sensu, pamięta WSZYSTKO i jest diabelnie konsekwentne. I ciekawskie. Zaczęły się rozmowy o anatomii kobiet i mężczyzn, przy czym okazało się że mama jest dziewczyną, a tata panem. Muszę przećwiczyć gdzieś te teksty o pszczółkach. I o antykoncepcji. Nie mam pojęcia, jaką antykoncepcję stosują pszczółki czy mrówki. Czy węże, choć w tym wypadku można sobie cokolwiek wyobrazić. Dziecko się rozwija, a ja się cofam. Jestem na etapie duplo. Uwielbiam. Dziecko mówi do mnie dzisiaj "goodbye". I właśnie wybiera się do wanny z gumowym pająkiem!

Tytułem wyjaśnienia

Blog ten, podobnie jak kilka zaprzyjaźnionych innych stron, przeżywa kryzys spowodowany brakiem weny. Brak weny wynika natomiast z braku zawirowań w życiu osobistym, czyli z nudy, czyli z mojego malutkiego zen i fengszui. W zasadzie mogę powiedzieć, że minione 12 miesięcy było dla mnie trudne i blogasek powstrzymywał moją piątą klepkę przed pokusą spakowania się i wyskoczenia na Mauritius. Były momenty zwątpienia. Głównie spowodowane niemożnością skoordynowania mojego życia z życiem pozostałych członków mojej małej jednostki społecznej. Natomiast teraz mamy społeczność jedności i wszystko układa się cacy. Dziecko chodzi spać do własnego "malutkiego łóżta", zasypia samo, lubi się z M, daje odpocząć, wytłumaczyć sobie co nieco, siada na nocnik i śpiewa Niemena. Ja wiem, co mam robić, rozumiem, co czuję, czasem odpuszczam, czasem akceptuję i z uśmiechem na ustach szoruję podłogi, siekam jarzynki i rozwieszam kolejne pralki prania. Choć oczywiście momenty się zdarzają. I ja robię...

Trochę więcej

Rozmowy ostatnich dni: Ja: Idziemy do parku grać w piłkę. Dziecko: Grać? Ja: Tak, kopać piłkę. D: Koparką? --- Ja: Siadamy na nocnik i robimy siusiu. D: Nie, robimy kupę. Ja: Ok, Dziecko robi kupę. D: A mama pomaga. -- D: Mama, idź do kuchni zrobić jedzenie! M-debil rechocze i przybija z Dzieckiem piątkę. Wypisuję się z tej bajki. Żądam wprowadzenia parytetu do rodziny. M tkwi w silnej opozycji. Nie sądzę, aby inicjatywa obywatelska i 100 tys. podpisów go przekonało do zmiany decyzji. Ale może dotacja z Unii by pomogła? Nie ma tam jakiegoś programu do walki z uciskiem kobiet przez większość męską? Może w ramach inicjatywy 2.4.17/8 Rodzina 2020 uda się zrealizować projekt Mała Mi? Inaczej jestem bez szans przed 40tką. Chyba żeby kupić coś w Chinach, tam podobno za bezcen można...? -- Dziś rano, jak każda pół-samotna matka (czyli taka, co to ojciec dziecka niby jest, ale jakoby go nie było), kąpię się przy otwartych drzwiach do łazienki. Dziecko kursuje wte i wewte. Podejmuję kolejną już...

Opętanie

Przeprowadzam eksperyment na siłę woli. Założyłam mianowicie, że mój samochód zużywa paliwo wprost proporcjonalnie do pobieranego płynu do spryskiwaczy i w związku z tym nie ma potrzeby uzupełniać tego drugiego pomiędzy tankowaniami. Plan się nieco rypnął i już drugi dzień jeżdżę z niemytymi szybami. Ale ja nie z tych, co tak łatwo się uginają pod naporem brudu drogowego. Aura jest po mojej stronie, więc może dam radę jeszcze 300 km? Będę twarda jak Roman Bratny. Poza tym M osiągnął wyżyny sztuki pedagogicznej. W nocy Dziecko zostało opętane przez demona i przez bite 2,5 h urządzało szopki i tresowało rodziców. M wykazał się postawą godną opisania w blogasku. Oto wzorcowe zachowania idealnego rodzica: - gdy Dziecko zaczyna z lekka przysypiać, włączyć ajfona i rozświetlić sypialnię - gdy Dziecko drze się "nie dotykaj, nie dotykaj, tylko Mama", czule gładzić po główce w celu wywołania kolejnych spazmów histerii - gdy Dziecko na chwilę zamilknie, przemawiać do niego rzeczowo ...

Miś bojowy

No wiem, już wiem. Przeczytałam 72 książki na temat i wiem, że rozwiązaniem problemów moich i Dziecka jest eliminacja z diety rafinowanego cukru. No super. Ja cukier mogę odstawić od zaraz. Z malutkim zastrzeżeniem - że firma Wedel również go wyeliminuje ze swoich produktów. I jeszcze Solidarność i Mieszko. To dramat jakiś, słowo. Ale ja nie o tym. Wzięłam niedawno udział w ankiecie na bardzo szacownym portalu dla rodziców pociech, z której to wynikł następujący opis wszechświata: większość ludzi śpi ze swoimi dziećmi, większość uważa że lepiej byłoby spać bez dziecka, większość nic nie zamierza w tej sprawie robić ani zmieniać, większość nie ma problemu z parterem/rodziną/otoczeniem naciskającym na zmianę stanu rzeczy. I ja jestem w tej większości. Wielce odkrywcze, doprawdy, pfff. Dodam od siebie, intymnie, że jeśli komuś zdaje się, że spanie z dzieckiem jest jak spanie z pluszowym misiem, to niech przestudiuje dokładniej tego bloga. Bo to jest jak spanie na polu minowym, może i z mi...

Niedziela

Byłam z Dzieckiem w kościele. Tak mnie naszło i postanowiłam zaryzykować. I co? I nic. Dziecko zasłuchane w pana organistę siedziało w wózku przez pół godziny z absolutnie rozanieloną miną. Może będzie księdzem jak dorośnie? W okolicach kazania Dziecko przeniosło się na moje kolana i wtuliło. Przy "baranku" wykonało jeden acz celny rzut autem w ołtarz. Przy podniesieniu jadło gwiazdeczki kukurydziane i piło sok z maliny. W stosownych momentach. Przy komunii kilkakrotnie ustawiało się w kolejce, ale zawsze bezskutecznie i jakaś staruszka go uczynnie do mnie odprowadzała. Przy błogosławieństwie Dziecko się przeżegnało (z moją pomocą) i powiedziało głośno amen (samodzielnie). Po powrocie do domu Dziecko odmówiło wyjścia z wózka i zasnęło i w tym stanie tkwi do chwili obecnej. Jak miło. A w ogóle przyuczamy Dziecko do różnych prac domowych. Więc zazwyczaj Dziecko wysypuje zawartość kosza na brudną bieliznę na podłogę i wtyka wszystko do pralki. Kosz ulega dezintegracji, wolno ale...

I kwita!

Mam lepszy sposób na bezsenność niż Chevy (sorry, Fletch). Dziecko. Kiedy o 4.20 snuję się po domu, to wystarczy, że Dziecko zdradzi chociażby najmniejszym zakwileniem możliwość przebudzenia, a już natychmiast każda komórka mojego ciała robi się przeraźliwie śpiąca, zaczynam nerwowo odliczać minuty do chwili gdy będę musiała naprawdę wstać. I jak tylko kwilenie ustanie, zasypiam natychmiast i chciwie. Dzięki, Dziecko, za przywoływanie matki do porządku, pokazując jej, co naprawdę ważne :) Wyspana jestem. Ale nie wiem, jak będzie dalej, bo zaczęłam nowy rozdział w moim życiu i na pewno bez stresów się nie obejdzie. Za to muszę się obejść bez projektu Michalina. Poza tym moim narzekaniem na Dziecko, tak myślę, uzdrowiłam je z negacji świata. To znaczy negacja nadal występuje, ale w odmianie pozytywnej. Dziecko zaczęło wykorzystywać "nie" do ćwiczenia całych zdań. Objaśniam na przykładzie: - Dziecko, chcesz pić? - Nie, dziecko nie chce pić, dziecko chce sok z maliny. Dodatkowo u...

Tłusta gorączka*

Przeziębiłam się. Zdarza się, szczególnie jak na dworze minus 30. Normalnie tak mnie telepało całą noc, i było mi zimno w każdą kończynę, którą ruszyłam lub o której pomyślałam. I oczywiście wszystko szło nie tak od wieczora aż do rana. Nie, w zasadzie aż do teraz. Po pierwsze rodzice wychodząc zamknęli nas w domu. Dobrze, że przyszedł dobry pan kurier, który złapał klucz rzucony z okna i nas uwolnił. Po drugie było mi bardzo zimno. A, to już mówiłam. Po trzecie, skisła zupa i Dziecko nie dostało porządnej kolacji. Co ja mam z tymi zupami, że dwóch dni nie mogą postać? Potem M wyszedł zostawiając mnie chorą z rozmarudzonym Dzieckiem. Wyjść MUSIAŁ. Bo MUSIAŁ się zintegrować z zespołem. No jak MUSIAŁ, to musiał. Ja za to integrowałam się z Dzieckiem, próbując je uśpić. A dokładniej moje włosy zintegrowały się z lepkimi paluszkami Dziecka. Mam łysinkę na prawej skroni, a szkoda, bo to wcale nie były siwe włosy. Mój oczodół zintegrował się z jego ramieniem. Mój brzuch zintegrował się z jeg...

A my na wczasach

Mój kochany pamiętniczku, to miał być taki piękny dzień. Słońce skrzy się na ośnieżonych stoczach, narciarze szusuja, praktycznie nie mam gorączki, gardło boli tylko nad ranem, nos odtyka się przy dziesiątym smarknięciu.... cudze dzieci w zasadzie mnie nie wkurzają. Jak jestem wyspana to nie. Tymczasem własna krew z krwi i ciało z ciała odwala numer w postaci "Dzisiaj nie ma spania". Nie wiem jak dla niego, ale dla mnie to 2,5 h wyjęte z dnia i życiorysu. No nie ma spania i już. Jest wycie i histeria. [Dzień dobry, mam dwa latka, dwa i pół, sięgam głową do szczęki mamy, jak leży i walę z całej siły. Jak mam lepszy nastój, to kręcę mamie loka, aż do wyrwania. Fajnie jak włos tak wystrzeliwuje ze swojej cebulki z dżwięcznym "ping". Wołam wtedy radośnie "ba-bam".] Dobrze odżywione Dziecko, sztuk jeden, nie bite, zamienię na inne w równie dobrym stanie, tyle że umiejące samodzielnie zaparkować tyłem w łóżku. Za 2-3 lata mogę się odmienić. Dzięki Najwyższemu z...

Na huśtawce

Obraz
Siedzę sobie na huśtawce. Bujam się góra dół, do przodu do tyłu. Fajne są przeciążenia? No nawet. Dziś na ten przykład rozbeczałam się przy kolędzie Przybieżeli do Betlejem. Ale potem przypomniałam sobie, jak Tata pokazuje "bydlęta klękają" i zaczęłam rechotać. Fajnie, co. Wczoraj beczałam przy reportażu o niechcianych labradorach. Durnota taka. Co gorsza Dziecko też wsiadło na huśtawkę zwaną bunt dwulatka. Za tą huśtawkę dziękujemy. Czy są zwroty? bo jest do bani. Przeżyłam dziś rano drugi atak histerii Dziecka w życiu. Mróz - 15. Samochód zaśnieżony, bo stał na dworze. Ja cała w śniegu bo odśnieżam, a nie mam tego komfortu żeby sobie do marca czekać, aż samo stopnieje. Wsadzam Dziecko w fotelik, sama się usadzam, ruszam, ujeżdżam 200 metrów. Nagle wrzask, płacz, ale z tych świdrujących jak "przycięłaś mi brodę suwakiem". Boże! zjeżdżam na pobocze, wyskakuję w hałdę śniegu, wyciągam Dziecko. A Dziecko mnie kopie. To stawiam na ziemi - skacze, drze się, rzuca w śnie...

Motołajki

Tak, bo u nas na tego brodacza mowi sie Motołaj. Balon od Motolaja dla Tubusia. No i Motolaj byl moto, bo przyniosl Dziecku glownie pojazdy i kierowce. Ale oprocz tego to Motolaj sie nie udal, bo zostal zdemeskowany w przeciagu 17 sekund. A musialam sie czarownie wczoraj upic i wyswiergotac pozyczenie stroju Motolaja od zupelnie nie znanego mi Motolaja. Ale nie, nie zostal nagi (choc to bylby fajny numer, ale nie te czasy, staruszko) tylko w stroju cywilnym. Tak to jest miec superinteligente Dziecko. Jutro wytlumacze mu zasade nieoznaczonosci Heisenberga. Pojutrze czytamy O obrocie cial niebieskich. W piatek Maly broni doktorat, wiec musimy sie spieszyc. Od poniedzialku wyklada Oksfordzie. W przyszlym miesiacu jedziemy po naszego pierwszego Nobla. A na razie sobie juz 3 godzine spi w wozku, sciskajac w jednej raczce Dzwig Boba Budowniczego, a w drugiej Misia Teo. Slodziaczek.

Zieeeew

Sie nie wyspałam znowu. I dziś się też nie wyśpię, bo przyjeżdża Szy z rodziną. SUPER. Zieeew, łyk kawy. Wymieniłam wczoraj panią do sprzątania na taką 3x tańszą. Się okaże dopiero w czwartek czy było warto. Na razie czuję, że zaoszczędziłam na jakiś sweterek..... Łyk kawy. Wczoraj wdrożyłam korektę do procedury usypiania Dziecka. Znaczy zgasiłam światło i zasypiamy po ciemku. No może podziałało. Zasypiał 1.32 zamiast 1.48. Może. Nie wiem na pewno, bo było ciemno i nie widziałam zegarka. Może. W związku z powyższym sobie nie poczytałam Stiega. Ale obrażeń wyniosłam tyle samo co każdej innej nocy i na dodatek poważniejszych, bo w ciemnościach nie wychodziły mi uniki. Wargę mam rozciętą w dwóch miejscach. Siniak na ramieniu. Obolała szczęka. Zebrałam też kilka ciosów w brzuch i żebra. Zieeeeeeeew. Kawy! Dziecko mówi: deszcz pada, hipopotam, spychacz, pan doktor. Czy on sobie nie może na początek łatwiejszych słów wybierać? Łyk kawy i spać.

Wieczór filmowy

Oto jak wyglądają ostatnio moje wieczory: Daję Dziecku kolację, wsadzam do wanny (znaczy M wsadza), kąpię, wycieram, piżamka, buzi Tacie i papa idziemy spać. Typowe kino familijne. Elementy rytuału, wyciszenia i blablabla. Włazimy do wyrka, czytamy książeczkę, głównie Dziecko czyta, ale niech tam, nie tracę jeszcze kontroli. Czytamy drugą, trzecią i czwartą książeczkę. W międzyczasie podejmuję próby zwrócenia uwagi na spanie. Kładziemy spać Anioła, Mimi, Titi i Anię. Czasem również Kraba. Czytamy piątą i szóstą książeczkę. W zasadzie Dziecko czyta samo, bo ja już przysypiam. Napięcie narasta jak w dobrej sensacji. Ja już spię, Dziecko ćwiczy skoki na pupę oraz chowanie się pod kołdrą. Docieramy do kina akcji. W tym momencie Dziecko orientuje się, że ja śpię i nie podziwiam jego występów. Atmosfera się zagęszcza jak w thrillerze. Co znajdę wygodną pozycję i już mam poczucie bezpieczeństwa, Dziecko zaczyna szukać paznokciami moich oczu i je otwiera. Chowam twarz w poduszce. Dziecko pazno...

Niedzielnie

No doprawdy wyborny weekend. Znaczy mial swoje cienie, jak na przyklad: - skisl ten cholerny barszcz - Dziecko powiedzialo do mnie Cicho badz! - nie wszyscy znajomi sa w porzadku, niektorzy mnie olali inni chca wykorzystac. Ale za to. Dzis byla super pogoda i fajnie bawilismy sie na placu zabaw. Potem w domu wyszalelismy sie do spocenia na pilce do skakania. Czad, powaznie. Teraz Dziecko siedzi nieruchomo przed telewizorem i ledwo dycha. Nie wiem co mu dac na kolacje, bo nasz plan zywieniowy na najblizsze trzy dni wyladowal w kiblu, ale co tam. Przezywi sie cukierkami i zielonym groszkiem. Ja natomiast bylam na tak zwanym miescie. Zobaczylam, ze swiat sie w zasadzie nie zmienil. Asortyment w sklepach sugeruje ze wszyscy chodza w za wielkich i dlugasnych swetrach. Posiedzialam sobie w klimatycznej kawiarni, kupilam zielony sweter oraz kredki. M w tym czasie zajmowal sie Dzieckiem i nawet sobie razem zasneli, ha! No ale to cicho badz mnie dobilo. Jestem okropna okropna matka skoro Dzieck...