Posty

Wyświetlam posty z etykietą dziecko

Tego się nie spodziewałam

Z bezsennością jestem w zażyłej komitywie, jak wiadomo, nie od dziś. Nie spodziewałam się, że mnie małpa jedna zaatakuje od zupełnie bezbronnej strony, a mianowicie, że się do mnie dobierze od Syna. Bo otóż Syn mój cierpi od dwóch nocy na problemy ze spaniem. Może to adrenalina, może to efekt nocy przed poniedziałkiem, może to kwestia czytanej książki, lęków, czasu zmian, a może jeszcze czegoś innego. Sytuacja jest o tyle wnerwiająca, że ja akurat jestem śpiąca i bym sobie chrapnęła, ale Syn mnie wzywa... Dodam, że w całej sytuacji występuje komplikator w postaci łóżka ikeowskiego Kura z tunelo-namiotem. Odbywa się to tak. Wczołguję się w tunel. Czytamy książkę, gasimy światło, przytulamy się chwilę i gadamy, Syn zaczyna oddychać równo, zaglądam z komórki w internet na 3-5 minut, żeby miał czas mocno usnąć i rozpoczynam proces wysuwania się z tunelu. Jestem dość wygimnastykowana, joga, siłka, rower, wyciskanie ciężarów korkociągiem itd, ale wygramolenie się z tunelo-namiotu w taki spos...

Beton

Będę nietrendy i ponarzekam. Znowu o szkole. Mianowicie było wczoraj zebranie rodziców. Było to zebranie 24 osób (plus ja), z których każda posiada własne zdanie i pragnie je wyraźnie zaznaczyć, wyrazić oraz przekonać do niego pozostałe 23 osoby, na następujące ważkie tematy: - co jest lepsze, segregator czy skoroszyt? /Pracuję w biurze od lat i nie znam różnicy. Ale dowiedziałam się, że jedno z powyższych posiada sprężynę i ostro zakończone druty, co czyni je śmiertelnym zagrożeniem dla dziecka. Dziecko ma być od takich przedmiotów izolowane jak od broni palnej./ - co jest lepsze, woda w butelkach czy woda w dystrybutorze? /Jak dla mnie dystrybutor to duża butelka, ale nie.... o nie, nie jest to takie proste. Czy dziecko może mieć dostęp do gorącej wody? A do zimnej? A z butelki to jest trudno nalać, można się oblać, upuścić butelkę sobie na stopę... Jak się dobrze przyjrzeć to i butelka i dystrybutor stanowią śmiertelne zagrożenie.../ - co jest lepsze do obłożenia podręcznika, ...

Po wakacjach

Dziś będzie banalnie. Dziś pragnę złożyć hołd i oddać pokłon wszystkim tak zwanym matkom nie pracującym. Tym co wiecie, idą do supermarketu o 11 i cały dzień opalają się na placach zabaw. I oglądają seriale. Znaczy, pragnę im oddać pokłon, jeśli to prawda, że mogą cały dzień opalać się na placu zabaw, bo oznacza to ich świetną organizację i wybitne zdolności pedagogiczne. A jeśli to nieprawda, do czego się raczej skłaniam, to tym bardziej, bo łomatko, jest 15.48 dnia drugiego na tej robocie i łomariojózefie, ja już w mordę nie mogę... Dziś chciałam popracować przed świtem, ale z rana nie działał internet, więc się wlekło wszystko na komórkowym hotspocie. Potem ruszył internet i Dziecko ruszyło w tym samym czasie (sprawdzić, czy nie spał na ruterze). Potem robiłam śniadanie, więc wysypała mi się zawartość kosza na śmieci na podłogę kuchenną. Nie było akurat wody, więc nie miałam jak zmyć. Ale było wody akurat na tyle, żeby balon naciągnięty na kran się napełnił i pęk niespodzianie ...

Horror nad kanapką

Odprowadzam Dziecko do przedszkola. Jest już po śniadaniu, cała grupa w sali, z wyjątkiem jednej dziewczynki i jednej pani, których głosy wyraźnie słychać z jadalni. Pani zmusza dziewczynkę groźbami i szantażem do zjedzenia kanapki. Ostrym głosem mówi, że nie wyjdą z jadalni, dopóki mała nie skończy. Skoro wzięła kanapkę, to musi ją zjeść. Dziewczynka mówi, że już nie chce. Na to pani, że jeśli tak, to za karę odprowadzi ją do młodszej grupy na resztę dnia!!! Nie jestem z tych co się wtrącają. Prawdę mówiąc już miałam wyjść i przeklinać babsko w duchu przez resztę dnia, ale coś mnie zatrzymało. Pomyślałam sobie, że ja się trochę boję tej "pani", a co dopiero taka mała czteroletnia dziewczynka, która sądząc z godziny, przynajmniej od 40 minut siedzi nad tą nieszczęsną kanapką. Zachowałam się odważnie i po odprowadzeniu Młodego do jego sali weszłam do jadalni i się spytałam, o co chodzi i czy dobrze słyszę, że za nie zjedzenie śniadania jest kara. Pani się zmieszała i zaczęła ...

Weekend

Byłam na niesamowitej wyprawie w śniegowej krainie. Co dziwne, pomimo zwałów śniegu, wcale nie było zimno. Było ze mną Dziecko i dziecko Dziecka. Nie widziałam twarzy mojego wnuka, bo był zawinięty w tobołek. Jechaliśmy pociągiem przez wąwóz. Nie było tam torów, za to co chwilę rozlegał się dudniący głos Szefa, który wydawał nam polecenia. Musieliśmy spełniać różne dziwne rozkazy, a jednocześnie być tak cicho, by nie obudzić dziecka Dziecka. Nagle zobaczyłam, że goni nas lawina. Spanikowana zaczęłam szukać skalnej groty, w której moglibyśmy się schronić, ale wtedy Dziecko znalazło komputer, wpisało hasło i lawina zmieniła kierunek. Potem zostawialiśmy lawinie mylące znaki na śniegu, żeby nas nie odnalazła. Do następnego wąwozu przedostaliśmy się przez portal. Było strasznie. Zaatakowali nas śnieżni ninja. Na szczęście okazało się, że mam magiczny miecz i umiem się nim posługiwać. Niestety było ich za dużo i uwięzili nas w wieży razem z całym pociągiem. Dziecko, które w całej tej histor...

Czy to już dziś?

Dziś słoneczko wstało i powiedziało "drogie panie, depilatory w dłoń, będę dawać ostro". I dawało, żadna rzęska się nie ostała. Przy okazji Dziecko poszerzyło gamę urządzeń, które umie obsługiwać i do ajfona, ajpada, taczpada, laptopa, edżektu we wszytkich konsolach, aparatu cyfrowego i irygatora dołączył depilator ręczny. Poza tym tradycyjnie już nie wiem, która jest godzina. Nie mogę ogarnąć tego, które urządzenie się samo przestawia, a które nie? na przykład taki piekarnik pokazuje to samo co komputer... i czy dziś otwarte sklepy? Mieszkam przy cmentarzu i już od tygodnia wydaje mi się, że 1 listopada to już dziś, takie tu tłumy. Dziś jestem prawie pewna, ale mam cień wątpliwości przez ten miksap z Dniem Bez Zakupów oraz nieprzespaną nocą ofkors. Dziecko obłożnie chore w nocy, o 6 (niewiadomo czy nowego czy starego czasu) wstało i od tamtej pory katuje mnie jednym kawałkiem, który samodzielnie zapuszcza z jutuba na ajfonie: Znamy słowa. Zaczyna się od "Mamo, popatrz, ...

Plan jest planem

Wiem gdzie jest papugan. Mignął mi w kącie oka w jednej ciemnej szparze, ale nie powiem gdzie. Dziś było nerwowo. No bo jadę sobie do przedszkola po Dziecko z zamiarem poczynienia zakupów (miód, pędzelek i rajstopy w prążki), a tu już od progu widzę, że ten teges Dziecko dziś nie spało. Każden jeden rodzic według attachment parenting by plany zmienił i pobrał dzieciara do domu celem uśpienia. Ale nie. Ja nie. Ja najbardziej na świecie nie lubię zmieniać planów, tracę wtedy kontrolę, wszystko tracę! tak się nie robi no i już. Plan jest po to, żeby zrobić go. No to jadę na te zakupy. Bechar od pierwszej minuty nadaje "a kupimy pianki, takie pyszne słodziutkie pianki? a kupimy pickupa takiego z kołem zapasowym? a kupimy skarpetki z bobem budowniczym? a kupimy.... a gdzie jest tata?" "W pracy" "a gdzie jest tata?" "w pracy" "a gdzie jest tata?" A ja pędem ekomiodek, ekochlebek, ekodynię, ekopianki w kształcie kaczuszek, eko podkoszulkę, pła...

O powołaniu

Batugan, zwany na ostatnim etapie znajomości papuganem, zaginął. Uff. Mam nadzieję, że to był odosobniony incydent z tym osobnikiem i że to se ne wrati. Wyjątkowo niewdzięczne szkaradzieństwo. Ble. No. Spędzam czwartą dobę z Dzieckiem bez przerwy. Zaczynam wątpić w swoje powołanie. Zaczynam wątpić nawet w " Mądrych Rodziców ". Pod koniec czwartej doby wyczerpuje mi się zapas cierpliwości. Dwa dni temu, jak Dziecko rzucało płytami DVD, siadłam w kwiecie lotosu, wczoraj jak Dziecko wylało Drosetux na wykładzinę, włos 3 cm, wyszłam z pokoju, siadłam w kwiecie lotosu i puściłam wiąchę. Dziś jak Dziecko namalowało deszczyk na parkiecie jesion, 8 lat, to ja po prostu tą wiąchę i konfiskata flamastrów. Bez lotosu. Bez wychodzenia z pokoju. Po prostu wiącha i konfiskata. No Czyli w zasadzie moje powołanie nadal nie zostało odkryte. No chyba że jest nim lenistwo, to proszę bardzo mogę zacząć się realizować w dowolnie wskazanej chwili. Ale nie dziś. Dziś sprzątnęłam całe mieszkanie. Dz...

Małe wielkie odkrycia

Wzięliśmy Dziecko na wesele pomimo że plan był inny. Znaczy Dziecko miało nie chodzić na wesela dopóki nie nauczy się tańczyć kaczuszek, jeść nożem i widelcem oraz krzyczeć gorzko gorzko. Ale wzięliśmy. Bo my jesteśmy Rodzice Konsekwentni. (Ja mam to od zawsze - już jako nastolatka przyrzekłam nie mieć dzieci ani szefa oraz nigdy nie mieszkać w bloku. Nie wierzcie nastolatkom!) Dziecko zapoznało na weselu kulkę ze skrzydłami i dziobem i miłość wybuchła od pierwszego wrażenia. Na szczęście M jest z branży, więc rozpoznał to-to i nazwał jakoś z japońska. Dziecko mówiło, że chce bakłażana. Według M bakłażany występują w Empikach i w Smykach. W naszym Zadupiowym Empiku bakłażanów w kulkach nie było. W drodze do Empiku wielkomiejskiego się okazało, że zostawiłam zupę na gazie, więc bakłażanów (na tym etapie zwanymi już batuganami lub toboganami) szukaliśmy gazem. Nie było takich z dziobem, więc kupiliśmy z odnóżami i jęzorem. Natomiast moim odkryciem weekendu jest mleko kokosowe. No ja wiem...

Sanatorium dla nerwowo

Morale mi padły razem z upadkiem Orbisu. Jakoś tak się nagromadziło i po prostu jak ten Orbis razem z moją riwierą turecką dla pięciu osób poleciał w kosmos, to mnie przygięło. A wieczorem w odruchu dobrego serca pojechałam po M do mekki dziennikarskiej, żeby chłopina nie szlajał się taksówkami jak jakiś dziad. I w ten sposób spędziłam magiczne 3,5 godziny w warszawskich bezdusznych korkach, słuchając Płonie stodoła na Rep1 bo tylko ten utwór muzyczny jest tolerowany przez Dziecko ostatnimi czasy. Mój wewnętrzny dalajlama się uruchomił i założył mi bloka na ataki furii, ale to wątły dziadeczek i parę razy nie wydolił. Nerwowo było, nie ma co. A dziś rano opuszczałam moje zadupie przy dźwiękach histerii Dziecka (tylko mama, tylko mama!) i dopiero profesjonalny makijaż, fryzura na Angelinę, przebywanie wśród gwiazd telewizji porannej oraz trochę kamer na mnie skierowanych dodało mi otuchy. Nie ma to jak trochę czasu antenowego w ogólnopolskiej, żeby poprawić dziewczynie humor! Więc jak p...

I am going to talk to some food about it.*

Rzeczy poszły dziś nie tak. Malutkie różne bzdurki, które do kupy razem wpędziły mnie w stan kompulsywnego zjadania orzeszków i wywołały potrzebę poleżenie na kozetce. Już o 6.30 się zaczęło od przypalenia kaszy. I to wcale nie było tak, że nastawiłam kaszę i zapomniałam, że się gotuje, woda wyparowała i wiadomo... nie, tak nie było. Ja w ogóle zapomniałam nalać wody. Kasza się usmażyła, a potem zmieniła w pół kilograma węgla. Będzie jak raz na zimę. Mam węgiel groszek, komu komu? Potem przy rozpakowywaniu zmywarki wylałam sobie kubek zimnej wody do kroksa. To był taki kubek co się obrócił samoistnie pod wpływem siły koriolisa czy innej siły odśrodkowej występującej tylko w zmywarkach. Potem Dziecko wydało z siebie serię kaszlnięć grzechoczących. Potem Dziecko rozprowadziło plastolinę ciemnozieloną po dużym pokoju. Potem byłam w pracy i telefon dzwonił zawsze jak wychodziłam z pokoju. Potem dostałam dwudniowego bana na przedszkole - nie wolno zarażać, trzeba iść do lekarza, sio do domu...

Miło rozpoczęty wieczór

Koniec upałów, początek korków (jak dobrze, że mi się w tym roku nie nakładały!), koniec wakacji, początek przedszkola. Aż trudno uwierzyć, że wakacje już się skończyły. Były w ogóle? ktoś je widział? ja nie przypominam sobie.... W związku z tym przedszkolem mam lekuchny stresik. Tak z tydzień nie mogłam spać, pfff. Matka większa panikara niż Dziecko, więc dostawy Dziecka do przedszkola w tym tygodniu organizuje Ojciec. Dzisiejsze usypianie: - Mamo, chcę do dużego łóżta. Wzięłam, a co. - Mamo, chcę moje tuleczti. Dałam, niech je. - Mamo, chcę do małego łóżta, tam nie ma okruszktów. Ha. Nieźle to sobie wykombinował. A.A.A. Zwróciliście uwagę na "dzisiejsze usypianie"? Tak jest. Jest 20.30, a Dziecko śpi od 20 minut. Chyba polubię to przedszkole.

W moim śnie...

W moim śnie, którego do końca nie pamiętam, opowiadałam Pierwszej (siedziała tyłem, nie wiem jak wygląda) co planuję napisać na blogu. Oczywiście to czego nie pamiętam, to treść tej notki. W każdym razie dotyczyła M i małżeństwa w świetle czytanych przeze mnie właśnie równolegle książek - Być kobietą i nie zwariować oraz I że cię nie opuszczę. Według obu przedstawionych tam teorii M był mężem do bani. Co zresztą potwierdziła teściowa podczas ostatniej wizytacji. W realu. Anyway, Pierwsza odpowiedziała, że taką notkę ktoś już napisał i żebym się nie wysilała. Ogólnie po co się wysilać. Co kupię, to zaraz brakuje w lodówce, co ugotuję, to zjemy, co upiorę to się pobrudzi, co zaplanuję schudnąć, to przytyję, co wymyślę notkę, to się okazuje, że ktoś już to napisał. Internet pełen plagiatorów. Tylko Dziecko jest jeszcze moją nadzieją na sukces życiowy. Dlatego zaczęłam uczyć je pić z kieliszka, żeby na ludzi wyszło.

Zalałam komórki

Zaczęło się niewinnie. Spokojny dżdżysty poranek, zdrowe śniadanko, gimnastyka (tak, nawet mam zakwasy!). Dziecko śpi słodko. Tuż przed 8 byłam cała zrobiona, spakowana - woda mineralna, Dzieckowe gatki na zmianę, oba komórczaki, wszystko w torbie gotowe do drogi. Ubranie dla Dziecka przygotowane, tak żeby prosto spod kołdry z krótkim postojem w łazience mogło trafić do windy i do żłoba. O 8 podjęłam próbę obudzenia Dziecka, bez sukcesu, więc zlazłam sobie i jeszcze się pokręciłam przy kwiatkach, zmywarce i td. Nagle mój wzrok padł na kanapę, na której spoczywała spakowana torba. Kanapa była podejrzanie ciemna. Myśl szybsza niż internet w Netii przemknęła mi pomiędzy półkulami: ciemno-mokro-woda-komórki w torbie. Komórki wydobyłam z pełnego zanurzenia, zrobiłam im szybkie usta-usta i ułożyłam w bocznej ustalonej. Ale chyba padły na śmierć. Ten smutny fakt zburzył moją harmonię na resztę poranka. Potem zapomniałam bidonu do żłobka. Potem ułożyłam misterną piramidę rzeczy zaczynającą się...

Co tam

Mam wysprzątane mieszkanie, śpiące Dziecko, stepy akermańskie na balkonie, brzuszysko wokół pasa, nową komodę a w niej nowe talerze, lekki szum w głowie i dwa gary pysznego jedzenia. Żaden Zygzak nam nie zginął, ale też żaden się nie odnalazł. Zero planów na popołudnie. To chyba udany weekend. Chociaż nie padało (vide stepy na balkonie). Dziecko zaliczyło dziś swoją pierwszą ucieczkę DO domu. Po prostu wyszło z kościoła i ruszyło przez plac, parking, ulicę, gdzie je dogoniłam. Anioł Stróż czuwał, ale przecież nie o to chodzi.

Lampa skacze, Dziecko płacze

Zostałam fanką stawiania do kąta. A było to tak. Wczoraj o 7.32 Dziecko powiedziało - Chcę oglądać bajkę, jak lampa skacze na literkę I. A ja na to "nie". Wywołało to płacz na 57 minut, który przerwany został wyjściem do żłoba. Po powrocie płacz był kontynuowany. Na przykład w piaskownicy. - Chcę foremkę żółwiaaaaaaaa. No spoko, tylko że to nie nasza foremka. - Kochanie, pójdziemy kupić foremki? Poszliśmy. W sklepie foremki zostały grzecznie wybrane. - Ja chcę pociąg z przyczepą, aaaaaaaa. - Masz pociąg w domu, pobaw się tym chwilę i idziemy do piaskownicy. - Nie chcę do piaskownicyyyyyyyyy. Tu oberwałam w twarz trzymanym pociągiem i dłuższą chwilę trwało opanowywanie agresji, jej zamiana na zwykłą histerię, a następnie na powrót do pertraktacji pokojowych. - Nie chcę do piaskownicyyy. Buuuu. No to pojechaliśmy na przejażdżkę. Ja z jednym spuchniętym policzkiem i tak chyba wyglądałam na szczęśliwą matkę, którą chwilowo nie byłam. Zobaczyliśmy małą elektryczną kolejkę, taką w ...

Postęp

Jak to jest, że w momencie gdy Dziecko uczy się wołać "mamo, robimy siusiu", toaleta jest zajęta? No tak to jest, że komuś się nie chciało robić drugiej łazienki, jak była okazja. Więc temu komuś Dziecko nasiusiało do słoika po ogórkach. Ale co było robić, skoro woła? Poza tym to wiem, że nie piszę, ale nie mam o czym. Mundial mnie nie interesuje, chyba że w wykonaniu Dziecka. Wybory mam głębiej niż Komorowski jelonki, a Kaczyński nas wszystkich. No to nie mam o czym się wypowiadać w debacie publicznej. A prawda, na wakacjach byłam, w USA.... Ale żeby się tak od razu dzielić wszystkimi pikantnymi szczegółami mojego tygodnia w stanie wolnym bezdzietnym, kiedy to zajęta byłam przebywaniem z ukochaną mną? Powiem tyle, że najfajniejsi byli ludzie, nasze towarzystwo od margarity. W ogóle cała ta niby spokojna uliczka to jedna wielka impreza skupiająca normalnych ludzi pracy, ale także ludzi żyjących na cudzy koszt lub miłością, wariatów łagodnych kąpiących się nocą w fontannie ora...

Przerwane kontinuum

Spakowana jestem. "Nawet ugruntowany poziom niepokoju ma tendencję do trwałego utrzymywania się, bo nagła utrata "powodu do zmiartwień" może wywołać niepokój o wiele głębszy i w nieporównywanie ostrzejszejszej formie. Dla człowieka, którego naturalnym stanem jest balansowanie na krawędzi katastrofy, nagłe zapewnienie mu całkowitego bezpieczeństwa będzie tak samo nie do zniesienia, jak urzeczywistnienie się najgorszych obaw." Jean Liedloff No właśnie ( Pan Józek, hodowca kurczaków ), strasznie mi dziwnie tak bez Dziecka. Może ta krawędź katastrofy to lekka przesada, ale bardzo dużo rzeczy można zrobić w krótkim czasie i jeszcze film sobie obejrzeć w tivi popijając białe wytrawne. Bardzo mi dziwnie. Ciągle nasłuchuję, czy gdzieś nie woła. Wszędzie się natykam na zabawki, książeczki, skarpetki i strasznie mi tęskno. I dziwnie. I Zygzak się odnalazł, ale nie ten co odjechał wczoraj, bo ten się znalazł przedwczoraj, a wczoraj zginął ponownie. Inny jakiś wrócił. A Rajdek ...

Zygzak minus jeden

Jechałam koleją polską państwową i było nieźle. A, z Dzieckiem jechałam i to właśnie było niezłe, bo same koleje raczej nie są w stanie mnie zaskoczyć. No może z wyjątkiem oferty rodzinnej. Taksówka na dworzec kosztuje więcej niż trasa dom-rodzice! Moje Dziecko jak zwykle było najcudowniejsze i najmądrzejsze i najlepiej rozwinięte w porównianiu ze współpasażerami. I w chuście sobie ponosiłam. Normalnie uwielbiam usłyszeć, mamo weźmiesz mnie do chusty? Dziecko zakochało się w tej podróży w Rajdku. Zygzak się zwąchał i nas opuścił nagle. Słowo, nie wiem, jak te Zygzaki to robią, że w jednej chwili są, a w drugiej jak kamień w wodę. Chyba pojechał szybciochem do Kaliforni? Bo Zygzak jest najszybszy...

Mrówki, pszczółki i pająki

Dziecko rysuje. Najpierw rysowało ślimaki. Teraz węże. Następne pewnie będą mrówki. Mrówki i węże. I ślimaki. Może trzeba jakąś terapię? albo chociaż melisę? Ogólnie Dziecko jest szybko rozwijające się i przeraża mnie, że w zasadzie nie mówi bez sensu, pamięta WSZYSTKO i jest diabelnie konsekwentne. I ciekawskie. Zaczęły się rozmowy o anatomii kobiet i mężczyzn, przy czym okazało się że mama jest dziewczyną, a tata panem. Muszę przećwiczyć gdzieś te teksty o pszczółkach. I o antykoncepcji. Nie mam pojęcia, jaką antykoncepcję stosują pszczółki czy mrówki. Czy węże, choć w tym wypadku można sobie cokolwiek wyobrazić. Dziecko się rozwija, a ja się cofam. Jestem na etapie duplo. Uwielbiam. Dziecko mówi do mnie dzisiaj "goodbye". I właśnie wybiera się do wanny z gumowym pająkiem!