Posty

Wyświetlam posty z etykietą praca

Włosy

Mój sposób na ułożenie włosów bez wysiłku: umyć, rozczesać, pokręcić się po domu, włożyć czapkę i wyjść z domu, spocić się na siłowni, włożyć czapkę i przyjechać rowerem do domu. Mój sposób na jesienną grypę: j.w. Jak to się fajnie składa, bo na weekend zobowiązałam się: wziąć Syna na basen, odbyć indywidualny trening na siłce, zabezpieczyć róże na zimę pójść potańczyć ze znajomymi, zaliczyć imprezę ą-ę w małej czarnej, zorganizować popołudnie tematyczne Groby i Dynie. Tymczasem jest normalny dzień roboczy i zasuwam przy taśmie, tyle że mam mroczki przed oczami, ale to nic w sumie, bo posiadłam umiejętność pisania bezwzrokowego dziecięciem będąc. Mam tylko problem z czytaniem cyferek przez te mroczki. I przez łzawienie z ócz. A może to nie łzy, tylko katar? Anyway słone. I nie jest to dzień lajtowy. Jest to dzień zamykania miesiąca, przedłużania umów, planowania podróży służbowych, rozwiązywania zagadek zusowskich. I jeszcze sobie przypomniałam, że miałam coś wydrukować na za tyd...

Dziecko idzie do pracy

Wczoraj wydobyłam z czeluści piwnicznych rower. Jako że opony niczyje zostały zutylizowane zgodnie z założeniami (ha!), uzyskałam dostęp do mojego rumaka miejskiego. Rumak został przyprowadzony na salony celem obmycia go z kurzu. Ku zaskoczeniu mojemu wielkiemu, dzieła dokonało Dziecko, radośnie wołając "Myję wielki rower mamy". Cudownie. Wreszcie znalazłam dla Dziecka praktyczne zastosowanie. Szkoda, że ten talent nie objawił się podczas wielkiego sprzątania po imprezie, ale co tam, będą następne okazje. Natomiast dzisiejszy poranek zaskoczył mnie dwoma nieplanowanymi korkami oraz deszczem. W drodze do żłoba Dziecko najpierw zawołało "Ja chcę na nóżki", wlazło do kałuży po czym zażądało "Ja chcę na rączki". Główna ofiara tej operacji - mój granatowy płaszczyk. Trasę parking-sklepik (gdzie zaopatruję się w dzienną porcję węglowodanów złożonych pod postacią batonika)-zakład pracy pokonałam w strugach deszczu, który dopełnił demolki mojego dzisiejszego emplo...

Żegnaj czarny poniedziałku

Wiem, że nie należy mówić hop i przez te 3 godziny i 10 minut wiele się może wydarzyć, ale powiedzmy, że jestem niepoprawną optymistką i naiwniaczką. Dzień zaliczam do tych z wybojami, ale po kolei. Sobotni kac płynnie przeszedł w przeziębienie. Przeziębienie płynnie przeniosło się na Dziecko. Dziecko w chorobie zasnęło wczoraj o 18. O 4 rano dziś było gotowe na powitanie nowego dnia. Odwrotnie niż rodzice. Byłam tak śpiąca, że nie miałam siły się kłócić, kto wstaje. Tak więc dzień zaczęłam przed wschodem słońca od umycia 5 zaschniętych garów sprzed 4 dni. O 4.25 Dziecku zaczęła rosnąć temperatura, wobec czego odmówiło współpracy przy konsumpcji śniadania, a mnie doszedł do mycia kolejny bezsensowny garnek. O 5.45 Dziecko zafundowało nam drzemkę, tak więc o 8.45 uznałam, że powinnam mieć energię, by zgłosić się na zakład pracy i powiedzieć, że mnie dziś nie będzie. W trakcie konfrontacji telefonicznej z rzeczywistością służbową okazało się, że w ubiegłym tygodniu nieopatrznie poczyniła...

Odlocik

Się majtłam samolotem do Gdańska. Obserwacje o świecie (czyli o sobie) poczyniłam, a jakże. Na przykład, baaaardzo nie lubię, jak mnie przy tej metalowej bramce dotykają. Potem mnie skóra pali w tych miejscach, które obmacywali, przez 23 minuty. A na drugi przykład bardzo lubię jak się samolot opóźnia z wystartowaniem, bo mogę sobie wtedy spokojnie poczytać, a to luksus, jakby nie było. Za to nie lubię, jak ktoś czyta książkę i co 10 minut przerywa, żeby mi opowiedzieć, co się w tej jego książce wydarzyło. Nie lubię wstawać o 3.55. Za to lubię potem odsypiać przez 10 godzin, mrrrau. Nie lubię być w Gdańsku i nie widzieć morza. I jeszcze, jak zostawiam Dziecko z M i ono się w 3 godziny 3 razy zasikuje, bo oszczędzamy nocnik na specjalne okazje. I M się wścieka na mnie, że tak późno wróciłam, jakbym się szlajała gdzieś, a nie czytała lekturę pośród biznesmenów i gwiazd krajowego showbiznesu. I nie lubię jak ktoś kłamie, ale co na to poradzić? I nigdy przenigdy mnie tak w uszach nie cisnę...

Żegnaj pielucho

Pod tym radosnym hasłem mija nam weekend. Pod koniec pierwszego dnia wynik w rozgrywkach to 3:2 dla majtek. Nocnik zajmuje zaszczytne drugie miejsce. Poza tym dawno nie pisałam, za co przepraszam i łubudubu-łubudubu niech nam żyje prezes naszego klubu, to byłem ja jarząbek. Ponieważ pod wpływem Stardoga opętały mnie mrówki i węże, przeprowadziłam wykopaliska w internecie, aby ustalić metodą datowania c4, źródłofilm. Internet to, wiadomo, bagno. Poszukiwania odkrywkowe doprowadziły do wykopania zjawiskowej Aldony O., którą koledzy z pokoju zidentyfikowali jako gwiazdę porno. Mnie nic na ten temat nie wiadomo. Ponadto ustalono, że gdzieś w początkach lat osiemdziesiątych niektórzy osobnicy płci męskiej nosili na głowie bobry. Było zabawnie. A w ogóle to się nie odzywałam, ponieważ moje życie, przyszłość a także częściowo teraźniejszość wpadły w pajęczynę sprzecznych a często nakładających się planów i pomysłów. I już nic nie wiadomo, oprócz tego, że są pewne przekręty, na które za cienka...

R.I.P.

To jest zły tydzień. Grypa i rozstrój żołądka to tylko czubek góry lodowej moich problemów. A może to już teraz jest skutek uboczny moich problemów? W sumie to zostawiłabym sobie najchętniej same tylko skutki uboczne. Niech skutki bezpośrednie znikną. To jest tydzień złych wiadomości. Nie wiem na dodatek czy mam prawo być nimi zaskoczona. Dla mnie są to złe wiadomości. Jestem zdegradowana formalnie i moralnie. Dla ludzi, których cenię są to złe wiadomości, a ja jestem ich doręczycielem. To zły tydzień. W tym tygodniu się postarzałam. W tym tygodniu trochę umarłam. I gdyby ten świętej pamięci kawałek mnie trafił teraz na Sąd Ostateczny, to poszedłby do piekła. Słowo, nie mam dziś siły szukać w tym wszystkim dobrych stron. Jedyne co mam, to nadzieję, że one gdzieś tam są. Musi tak być, prawda? Bo na razie to wiem jedno. Ten tydzień się jeszcze nie skończył.

Size up

Zaspałam, ale się nie spóźniłam. Zrobiłam sobie kawę na drogę, ale wsadziłam ją do bagażnika. Wypiłam zimną w pracy. Jestem na szkoleniu, ale się nudzę. Trochę mnie znudziła Pierwsza, teraz polecam all-about-eve.blog.pl A teraz dręczą mnie dwa pytania: jak schudnąć do świąt oraz jak nie przytyć w święta (jedząc na lunch naleśniki z czekoladą)?

Do uzaleznionych

A co tam ryzykuje spoznienie na to nudziarskie szkolenie, ale skoro mam tu uzaleznionych, to czuje sie zobowiazana. No wiec, zaproponowana numeracja okazala sie jedyna prawidlowa - do czasu. Smak buleczek obalil ta teorie. Autorka buleczek stworzyla wlasna skale (doznan smakowych oraz odliczania:)) i nie powinna byc stawiana w rzedzie z autorkami przecierow owocowych. To uraga buleczkom. OK, lece budzic moje spiochy i do roboty! PS. Mam przystojnego szwagra :) PS. Zmiana planow. Kochane spiochy nie daja sie obudzic, w zwiazku z tym nie mam chwilowo nikogo do obslugiwania. Zostawiam im samochod i jade eksperymentalnie kolejka. Jest cieplo. To fajnie, oczywiscie, ale tez troche nie fajnie, bo grozi mi ze moja zupa znowu sie wpieni. W lodowce nie mam miejsca dzieki wczorajszej dostawie smakolykow oraz przez przetwory ktore tam przechowuje. Nie moge trzymac przetworow w piwnicy, bo tam trzymamy opony nie wiadomo czyje, blokujace dostep do reszty gratow, ktorych nawet nie mozna przejrzec i ...

I did it!

Czyli mam zdecydowana zmiane wygladu. Pani fryzjerka okazala sie kobieta z kregoslupem i w efekcie mam wlosy krotkie asymetryczne z grzywka i jeszcze proste. Moje dotychczasowe doswiadczenia z fryzjerami sa kiepskie. Bo zazwyczaj slysze "takie falowane wlosy to moze pocieniujemy i troszke skrocimy" a nastepnym razem "oj, kto tak fatalnie to pocieniowal, proponuje wyrownac dlugosc, beda wygladac na ciezsze" a przy kolejnej wizycie "takie cienkie wlosy to musza byc pocieniowane, tylko troszke skroce". I tak to wyglada od jakis 12 lat. I w koncu ktos zrozumial co mam na mysli mowiac "zmeczyly mnie dlugie wlosy"!! Co znaczy ze wszystko wyda sie po myciu i wtedy bede ryczec. Na razie jestem happy i dumna i oblewam to lampka winka:) A snilo mi sie, ze wychodze z salonu z bobem i ruda..... no ruda na razie nie jestem, ale dopiero sie rozkrecam! W ogole ostatnio jestem wyspana bo klade sie z Dzieckiem przed 21 i juz sobie spam do ranka a w nocy Dziecko s...

Kryzys

No i dopadl mnie kryzys. Ale nie ten ekonomiczny, bo ja nie o tym. Chodzi o kryzys macierzynstwa. A jeszcze 10 dni temu siedzialam sobie na konferencji i myslalam o tym, jak to moje serce jest rozdarte pomiedzy praca a Dzieckiem. W dwa dni po konferencji Dziecko sie rozchorowalo zalatwiajac mi w ten sposob L4 i mozliwosc legalnego porzucenia pracy na rzecz zycia kury domowej. Minely kolejne dwa dni, w trakcie ktorych intensywnosc moich aktywnosci matczynych przekroczyla punkt krytyczny i poczulam ze dam duzo (pieniedzy!) zeby pozbyc sie Dziecka z mojego zycia choc na pare godzin. Dzieki rodzicom krysyz pokonalam. I sa same tylko plusy calej tej sytuacji: - wykrystalizowaly sie moje uczucia do Dziecka i nie musze sie ich wstydzic - mam nowy plaszcz i pasek - pogadalam sobie z przyjaciolka i zobaczylam, ze inni maja takie same problemy jak ja, takie same rozterki i tak samo jak ja walcza kazdego dnia o normalnosc i rownowage - ze o rodzicach nie wspomne (utu-utu) Aaaa, jest jeden minus. ...

Obrazki z podróży

W taksówce. Dziecko w dobrych rękach kochającego ojca. Myślę o nich z czułością. Przede mną business trip, jestem busy & important. Ale minę mam nietęgą. Skąd u licha taki korek bladym świtem? Cholera! Zapomniałam że już po wakacjach. Lotnisko. Coffee Heaven. Piję latte z soją. Kolejny lot dopiero za 2 h. Mam robotę ze sobą więc się nie nudzę i nie trwonię służbowego czasu. Przy stoliku obok polski muzyk łamaną angielszczyzną tłumaczy Chince jak piecze się chleb. Jak jest zakwas po angielsku? On też nie wie. Naprzeciwko ksiądz w cywilu czyta Biblię przy porannym ekspresso. Samochód. Wrocław jest rozkopany. Podobno od 20 lat. Co oni tam robią w tych rowach? szukają skarbó? Może do Euro skończą. Jazda przez miasto trwa 1,5 h. Temperatura moich uczuć do Wrocławia spada. Gadamy o weselach. Temperatura moich uczuć do M rośnie. Przez okno widać piękne stare budynki. To był Breslau. Tych nowych staram się nie dostrzegać. Za miastem rozległe pola chłopów-przedsiębiorców. Widziałam kilka wi...

Od czego zacząć

Obraz
Zdarzają się takie dni, że przychodzę do biura i nie wiem, co mam robić. Na szczęście moja dezorientacja trwa krótko. Idę do kuchni i zaparzam kawę. Kawa spełnia dwie funkcje: rozjaśnia umysł i być może jakieś zadanie mi się przypomni, a także stwarza okazję do prowadzenia rozmów z współpracownikami przebywającymi w kuchni lub w drodze do/z kuchni. Z niezobowiązujących rozmów przy kawie również mogą wyniknąć jakieś obowiązki dla mnie.... Jeśli jednak zabieg kawowo-towarzyski nie przyniesie wymiernych efektów w postaci listy TO DO, zawsze w odwodzie czeka na mnie niezawodny Outlook. Przejrzenie wiadomości uporządkowanych nadawcami zawsze zakończy się wygenerowaniem konkretnych rzeczy do zrobienia. Tak właśnie rozpoczął się mój dzień dzisiaj. Po półtorej godzinie poszukiwań mam: tego posta, ślicznie wysprzątaną skrzynkę odbiorczą, listę zadań dla marketingu, dwa artykuły do przeczytania, jedną stronę konkurencji do przeanalizowania oraz dokument do zaopiniowania, zaplanowaną jedną teleko...