Posty

Wyświetlam posty z etykietą rower

Lampa skacze, Dziecko płacze

Zostałam fanką stawiania do kąta. A było to tak. Wczoraj o 7.32 Dziecko powiedziało - Chcę oglądać bajkę, jak lampa skacze na literkę I. A ja na to "nie". Wywołało to płacz na 57 minut, który przerwany został wyjściem do żłoba. Po powrocie płacz był kontynuowany. Na przykład w piaskownicy. - Chcę foremkę żółwiaaaaaaaa. No spoko, tylko że to nie nasza foremka. - Kochanie, pójdziemy kupić foremki? Poszliśmy. W sklepie foremki zostały grzecznie wybrane. - Ja chcę pociąg z przyczepą, aaaaaaaa. - Masz pociąg w domu, pobaw się tym chwilę i idziemy do piaskownicy. - Nie chcę do piaskownicyyyyyyyyy. Tu oberwałam w twarz trzymanym pociągiem i dłuższą chwilę trwało opanowywanie agresji, jej zamiana na zwykłą histerię, a następnie na powrót do pertraktacji pokojowych. - Nie chcę do piaskownicyyy. Buuuu. No to pojechaliśmy na przejażdżkę. Ja z jednym spuchniętym policzkiem i tak chyba wyglądałam na szczęśliwą matkę, którą chwilowo nie byłam. Zobaczyliśmy małą elektryczną kolejkę, taką w ...
Znowu nie mam na nic czasu. W takich momentach dobrze jest po prostu wszystko olać. To właśnie mam w planach na dziś :) Mam w głowie gotową notkę o pokoju bez drzwi z historią dla fanów horrorów, ale słowo daję, że nie mam kiedy napisać. No. Ostatnio natomiast rozwiązywałam dylemat komunikacyjny. Jak dotrzeć najlepiej do centrum i przebywać tam przez dzień cały? Wybrałam rower. Pomimo spiekoty totalnej, to był dobry wybór. Normalnie cudownie jest tak jechać sobie w cieniu drzewek, wiaterek we włosach, omijać pieszych, samochody w korku, autobusy na przystankach. Koszmarek zaczyna się, gdy trzeba stanąć na chwilę, na przykład na światłach. Wtedy dopada tropik z nieba, a skóra zaczyna skwierczeć. Dzień spędziłam w sali klimatyzowanej a przyjęta skala temperatur odpowiadała preferencjom Eskimosa na urlopie. Czyli jakieś 15 stopni plus. Po prośbach z sali i licznych interwencjach u personelu i kierownictwa, temperatura wzrosła do 17. Palce mi odsiniały, ale zęby nie przestały szczękać. Tak...

Rowerowe frustracje

Rower jest super i najbardziej cieszy mnie powrót do aktywności fizycznej innej niż szorowanie podłóg, pchanie wózka z zakupami czy zmienianie biegów. Ale wkurzyć się można i przy czynnościach radosnych, no nie? No więc siodełko dla nieletnich zostało nabyte w wersji minimum a nie wypas z powodu braku na stanie tej drugiej. Wersja wypas od mini różni się możliwością odchylania Dziecka do pozycji spania. Dziś, na drugiej rodzinnej wycieczce rowerowej, Dziecko zasnęło i w związku z niemożnością przyjęcia lepszej pozycji, przybiło dzięcioła. Dzięcioł został dostarczony do domu i ułożony mniej więcej w bocznej ustalonej. M pozostał na straży snu swego potomka, a ja postanowiłam sprowadzić oba rowery do piwnicy. W celu pokonania drogi z naszego apartamentu do lochów należy: wprowadzić jeden rower częściowo do windy, tak żeby ta się nie zamknęła i możliwe było wprowadzenie drugiego, odsunąć rower nr 1, który został przemieszczony przez zamykające się drzwi windy, przytrzymać windę piętą, jed...

Dwa kółka dwa siodełka

Sprzęt jeździecki został zmontowany, a M wstał dziś przed obiadem, więc okazja, jaka może się nie powtórzyć i należy ją chwytać jak byka za kierownicę. Co też się stało. Po malutkim zamieszaniu wywołanym moją niekompetencją w pakowaniu rodziny na rowerowy piknik, kiedy to przy szlabanie zorientowałam się, że jestem w ciapach i musiałam wracać (co skrzętnie wykorzystałam do zrobienia makijażu, a co), wyruszyliśmy podziwiać stan wody w Wiśle (to nie jest śmieszne!). W trasie okazało się, że co dwa siodełka to nie jedno i ja raczej nie wydolę aż do Wisły. Zresztą Dziecku należy się okazja do spalenia kilodżuli na świeżym powietrzu, a pchać rowera przecież nie będzie. No to śmy się zatrzymali w zieleni w połowie drogi między domem a Wisłą. Co było w zieleni nie jest ważne. Ważne, że M oznajmił, iż ajfon przewiduje deszcz o 13, a że była 13.13 to odtrąbiliśmy odwrót. W drodze powrotnej złapał nas deszcz i to niewąski. Jak już nadarzyła się okazja do schowania się przed wodą, to Dziecko było...

Getry

Wszystko mnie boli i nie mam zamiaru podejmować dziś żadnego wysiłku fizycznego. Nawet małżeństwo mnie obtarło i mam pęcherz pod obrączką. W dość typowy dla mnie sposób czyli z zapałem neofity, dokonałam wczoraj osobistego otwarcia sezonu rowerowego. Nie chwaląc się, uczyniłam 45+ kilosów zaliczając wszystkie chyba landmarki lewobrzeżnej stolycy. Nie wiem, co powinnam zrobić gdy nagle kończy się ścieżka rowerowa, zawrócić? Aha i się okazało, że na mojego rumaka miejskiego nie pasują siodła dziecięce. Więc ja nie wiem, jak to będzie, rower albo Dziecko? Nowy rower czy nowe Dziecko? Pisać też nie mogę, bo bolą mnie paluszki. A muszę. Co tam jeszcze? A, pobyłam wśród ludzi, a nawet wśród gwiazd. Otarłam się o gwiazdy ekranu dwóch lub trzech pokoleń, wschodzące gwiazdy polskiej palestry, a także o młodzież artystowską. I wszyscy oni, a w zasadzie wszystkie one, ubrane są według jednego szablonu: getry, długa bluzka, płaskie buty. I ja się pytam, o co chodzi? To jakiś mundurek Polki współcz...