Posty

Wyświetlam posty z etykietą blog

Byt jest bytem

Wiadomo, że jak coś mnie nie obchodzi, to mnie nie zrani, no nie. No więc ja wybieram, że nie będą mnie obchodzić niektórzy ludzie i niektóre tematy i jestem na nie nieczuła. Wsadzam je po prostu do pudełka z napisem NIE MA a wiadomo, że byt jest bytem, a niebytu nie ma. Dlatego takie różne ciotki-plotki, libory i tuski mnie nie ruszają. Natomiast jak M nazwie pewną bardzo niewielką część mojego ciała brzuszydłem to mnie ruszy i przeżywam. Może warto wrzucić brzuch do tego pudełka?? Ale czasem coś mnie jednak dotknie poza moim świadomym wyborem i zamiast poddać się słodkiej zamule przed telewizorem, kupić coś durnego na allegrowie albo umyć podłogę, to ja siedzę i żuję w głowie dialogi, co się nigdy nie wysłowią na głos. -- A w ogóle to dziś jest dzień nieczytanego bloga, któremu moim zdaniem, bardzo blisko do bloga niekomentowanego. To sobie poświętuję słodkim winkiem, salut.

Pacjentka nr 214

Wracając do tematu tych dwóch książek, to ja dochodzę do wniosku, że jestem jakaś zupełnie niewrażliwa i nie przeżywam należycie swoich emocji, relacji, snów, emocji, wspomnień. Albo może tępa jestem i nie myślę tak głęboko, jak reszta rodu kobiecego. W zasadzie nie posiadam problemów egzystencjalnych (stąd czasem wieje nudą), a jak jakiś tylko wystawi łepek ze swojej norki to go hyc rozwiązuję w trymiga i żaden psychoanalityk sobie za moją kasę garnka nie zapełni. W zasadzie małżeńskich problemów też nie posiadam i jakoś sobie w tej małej komórce społecznej funkcjonuję nie znając wielu definicji małżeństwa, nie studiując przypadków sukcesów bądź porażek, nie zdając sobie sprawy z celów jakie Państwo, Społeczeństwo i Kościół przede mną stawiają. I dlatego mnie ciutkę te książki (Jak być kobieta i nie zwariować) już przestały bawić. Bo opisywany tam świat to jakieś chore science fiction. Ja nie mam nic przeciwko choremu science fiction jak długo ono się podpisuje prawdziwym nazwiskiem. ...

Mamy jubileusz

Kochani, to jest notka nr 200. No no no, kto by pomyślał, że dam radę? Miała być terapia małżeńska, a wyszedł eksperyment literacki (przy okazji, terapia też podziałała). I jakoś cały czas daję radę :) I to wcale nie jest trudne, sama przyjemność, może też lekuchne uzależnienie. Tak zwane hobby.