czwartek, 16 sierpnia 2012

Kto ma dzieci ten ma smród, kto ma arbuza ten ma miód

Zainspirowana przez przyjaciółkę postanowiłam zrobić przetwory. W zasadzie to przetwór, a dokładniej to to. Spędziłam całe popołudnie krojąc arbuza, wydłubując pestki, przecierając, przelewając przez sitka o coraz mniejszych oczkach, a na końcu przez gazę.
Okazało się, że po tych zabiegach znika z arbuza czerwoność, a zostaje żółtawa woda. Po przepisowych 2 godzinach gotowania nadal nie przypominało miodu tylko w najlepszym wypadku słodką wodę. Przy okazji mam przecier arbuzowy i sok z arbuza w lodówce. Arbuz obowiązkowym dodatkiem do kaszy, płatków, kanapki i drinka. Podsumowując z 5 litrów przefiltrowanego soku zostało mi 400 ml ulepku o mocno arbuzowym aromacie. W kolorze miodu. Teraz nie wiem jak to zjeść i z czym. Ale chwilowo nie mam ochoty na arbuza. Po odparowywaniu go przez dobę mam całe mieszkanie w zapachu arbuza, w pracy czułam jego zapach na rękach...
Ten przetwór to taka moja odskocznia od myślenia. Terapia arbuzem.
Właśnie sobie zdałam dziś sprawę rozmawiając z koleżanką, że przez ostatni rok przeczytałam pięć tomów Gry o tron, bo była to moja okazja by uciec do innego świata, świata gdzie mnie nie ma, gdzie nie ma moich problemów, moich myśli i lęków. Świata gdzie żyję sprawami innych i nikomu nie mogę zrobić krzywdy. Siebie nie skrzywdzę. Teraz znowu uciekam. W tego arbuza, ale też w historie innych ludzi. Podświadomie szukam w nich odpowiedzi, podpowiedzi, jakiejś wróżby dla mnie. Niech jakaś siła podejmie za mnie decyzję. A skoro ja nie mam siły na tą decyzję, to uciekam w czytanie historii odległych w czasie i miejscu.

4 komentarze:

  1. A nie łatwiej było po prostu kupić słoik dobrego miodu? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbuj się zatracić w kupowaniu miodu... to zupełnie nie to samo co przetrzeć arbuza przez sitko łyżką do zupy cztery razy. Od razu przestajesz myśleć o głupotach .... dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka ucieczka to normalna sprawa.
    Nawet ta w arbuzy.
    Ja w zeszłym roku uciekałam w wypieki. Ciastowe. Piekłam codziennie, nawet dwa dziennie. Jak w transie... I wydawałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba muszę uciec dalej... Kumkwat???

    OdpowiedzUsuń