czwartek, 16 lipca 2015

Agata w krainie blenderów

Miałam nie pisać. Ale ostatnie burzące krew w żyłach wydarzenia sprawiły, że pojawiła się potrzeba podzielenia się czym następuje.
Zaczęło się, jak zwykle, od nieodpowiedzialnych marzeń. Marzyłam mianowicie o szybkoobrotowym blenderze, którzy zrobi za mnie wszystko w kuchni, łącznie z mąką jaglaną i hummusem. Życie pokazuje, że nie wolno marzyć nad miarę, należy się wpasować i mąkę kupować w supermarkecie. Ale w kwietniu jeszcze tego nie wiedziałam i sobie marzyłam, aż postanowiłam pójść za marzeniem. Dokonałam przeglądu rynku i postanowiłam zakupić coś, co nie jest absolutnie najdroższe i co posiada dystrybutora krajowego - BioChefa. BioChef według internetu miał nie tylko mielić wszystko, ale także podgrzewać. Cudo to miało do mnie dotrzeć dzięki systemowi zakupów ratalnych w ciągu 2 tygodni. Kontakt z dystrybutorem był miły i dość częsty. Dwa tygodnie wlekło się niemiłosiernie i minęło niepostrzeżenie, a blendera nie ma. Prowadziłam z dystrybutorem korespondencję przez 2 miesiące, jako że blender nie dotarł nie tylko do mnie, ale w ogóle nigdzie do Polski. Korespondowałam nawet z krajem pochodzenia cuda, Australią, aż przestali mi odpisywać.
W międzyczasie zapłaciłam dwie raty, nie licząc wkładu własnego.
A hummus nadal robiłam Braunem ręcznym, dodam, ze z zadowalającym skutkiem.
Nie lubię być frajerem, szczególnie w kwestii moich marzeń, a więc zerwałam umowę z polskim dystrybutorem BioChefa. Zadzwoniłam, napisałam i poszłam do banku w celu zerwania umowy kredytowej. I dzięki tym zabiegom już w połowie lipca (tj. wczoraj) odzyskałam pieniądze.
W międzyczasie na jednym z blogów wegańskich pojawiła się recenzja blendera niemieckiej marki Unold, który robi wszystko, co australijskie cudo w tempie 30 tysięcy obrotów na mintuę, ale nie podgrzewa. Za to kosztuje jedną czwartą australijskiego cuda i jest dostępny NA NASTEPNY DZIEN.
Bez zwłoki wzięłam i kupiłam. Otrzymałam. Jakie to proste. Pfff.
Wzięłam pudło z moim nowym przyjacielem blenderem pod pachę i wprowadziłam się z nim do mojego Ukochanego na wieś podwarszawską, by w tym radosnym trójkącie miksować, ile wlezie.
Nasze szczęście trwało dwa dni. Wykonałam kilka kaw mrożonych, sorbetów z mrożonych owoców, mąkę z ciecierzycy, pastę z bobu, parę drinków, w tym boską margeritę cytrynową. Dnia trzeciego podczas miksowania bananów podstawa śruby miksującej, przez niektórych nazywana sprzęgłem, pękła na pół czyniąc blender niesprawnym, a nasz trójkąt niepełnym.
Zawiadomiłam sprzedawcę, czyli Euro Rtv Agd, przy czym pan na infolinii potraktował mnie jak idiotkę, bo jak niby można nie znać procedury reklamacyjnej i zadał mi pytanie, a czego ja w ogóle chcę, jakby jakakolwiek kobieta wiedziała, czego chce. Nie zniechęcił mnie jednakowoż, choć uraził, i wypełniłam formularz reklamacyjny zaznaczając we wszystkich możliwych polach, że mam nowy adres i podając go telefonicznie, mailowo i w formularzu jeszcze raz. Odpisali, że odbiorą blender, a jak tylko zaczekinują go w magazynie, to wydyspaczują mi nowy. Odpisałam, że ok, ale jeśli to możliwe, to poproszę o zwrot pieniędzy.
Kurier przyjechał dwa razy na stary adres i za każdym razem dzwonił do mnie zdziwiony, że mnie nie ma.
Za trzecim razem przyjechał na adres właściwy. Zabrał blender i pojechał.
Zapadła cisza. Zero kontaktu ze strony Euro przez dni kilka, aż nagle otrzymuję od nich mailem fakturę korygującą do 0 zł.
Zapytałam uprzejmie i mailowo, kiedy zwrócą pieniądze. Odpowiedzi nie otrzymałam przez trzy dni, więc wykonałam telefon. Jakież było moje zdziwienie, gdy panienka w telefonie oznajmiła, że ona nic nie wie, musi się skonsultować z przełożonym, nie słyszała, ale ustali i załatwi, że ktoś do mnie oddzwoni. Poprosiłam uprzejmie, aby zwrócili mi kasę na konto. Dnia następnego otrzymałam telefon w tonie oziębłym, że kurier już dwa razy próbował doręczyć mi nowy blender, ale mnie nigdy nie ma w domu. Po raz czternasty podałam mój aktualny adres. Wczoraj był ten dzień radosny, gdy kurier przywiózł mi blender Unold zupełnie nowy, na adres też nowy.
Szacuję, że podziała z tydzień.

W międzyczasie moja nowa teściowa nauczyła mnie robić majonez domowy, wręczając mi tym samym klucze do królestwa wiecznej szczęśliwości, gdyż majonez jest podstawą dobrostanu. Jakież było moje rozczarowanie, gdy odkryłam, że blender Unold nie nadaje się do wykonywania majonezu, gdyż ma mieszadło za wysoko.

2 komentarze:

  1. haha. igraszki losu tak zwane. Tak to już jest z marzeniami. jak się czegoś mocno (za mocno) chce to się to dostanie ale nie do końca takie jakiego się spodziewało. To u mnie normą przez pewien czas było że każdy sprzęt zakupiony do domu kończył się wymianą w przeciągu max tygodnia. A gdy już tak się przyzwyczaiłem do tego, że przy następnym zakupie mówiłem do siebie "jeszcze tylko wymiana" i będzie git, to wtedy wymiana nie była konieczna, jakby życie na złość mi chciało zrobić za wszelką cenę:) taki paradoks.
    Anyłej, miłego blendowania, miksowania, mielenia życzę
    Powodzenia
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie czasy, że sprzęt ma krótko służyć. Miałam ostatnio podobną akcję z depilatorem, można powiedzieć również sprzętem częstego użytku, który potrafi nie spełniać swojej funkcji;)
    Też lubię majonez domowy, ale ja kręcę z sojowego mleka i polecam taką wegańską wersję! Pozdro!

    OdpowiedzUsuń