Posty

Wyświetlam posty z etykietą film

Czy to już dziś?

Dziś słoneczko wstało i powiedziało "drogie panie, depilatory w dłoń, będę dawać ostro". I dawało, żadna rzęska się nie ostała. Przy okazji Dziecko poszerzyło gamę urządzeń, które umie obsługiwać i do ajfona, ajpada, taczpada, laptopa, edżektu we wszytkich konsolach, aparatu cyfrowego i irygatora dołączył depilator ręczny. Poza tym tradycyjnie już nie wiem, która jest godzina. Nie mogę ogarnąć tego, które urządzenie się samo przestawia, a które nie? na przykład taki piekarnik pokazuje to samo co komputer... i czy dziś otwarte sklepy? Mieszkam przy cmentarzu i już od tygodnia wydaje mi się, że 1 listopada to już dziś, takie tu tłumy. Dziś jestem prawie pewna, ale mam cień wątpliwości przez ten miksap z Dniem Bez Zakupów oraz nieprzespaną nocą ofkors. Dziecko obłożnie chore w nocy, o 6 (niewiadomo czy nowego czy starego czasu) wstało i od tamtej pory katuje mnie jednym kawałkiem, który samodzielnie zapuszcza z jutuba na ajfonie: Znamy słowa. Zaczyna się od "Mamo, popatrz, ...

O bajkach

Będzie o bajkach, bo mnie niepokoją. Czy one są na pewno dla dzieci? i czy są wychowawcze? Przy niektórych to nawet ja się rumienię! Spójrzmy na taką dziewczynkę z zapałkami - przecież ona na końcu umiera z zimna i głodu! Jak to się tłumaczy dwulatkowi? No właśnie - następny taki Król Lew ze swoim cmentarzyskiem słoni (nie jest łatwo odpowiedzieć na "mamo, a co to jest cmentarzysko?"), ojcem umierającym na oczach dziecka i wypędzeniem małego lwiątka przez hieny.... "Mamo, Simba jest bardzo smutny, bo jego tata śpi". Ta. Albo Słoń Dumbo. To już jest maksymalne przegięcie - matka wzięta za wariatkę zostaje zamknięta w więzieniu, dziecko z poważną deformacją twarzy musi pracować, aby przeżyć. Jest pośmiewiskiem dla wszystkich. I na dodatek upija się, ma omamy, traci przytomność, ma dziurę w życiorysie i kaca. Ostatnio natomiast zbulwersowała mnie Calineczka, czyli historia pierwszego in-vitro ("jak mieć dzidziusia bez tatusia"), gdzie rolę banku nasienia pełn...

W poszukiwaniu samotności

Poszłam sobie do kina, aby pobyć sama. I aby zobaczyć film, który przy okazji był super, i jeśli kiedyś będę robić filmy, to właśnie takie, o miłości i filozofowaniu z umiarem. Nie sądziłam że polubię Allena, ale się udało. Ponieważ film leci już od stu lat, sala była pusta. Ale chyba feromony zadziałały, bo z obu stron dosiedli się do mnie ludzie i chyba byłam jedynym człowiekiem z dwoma sąsiadami na sali. Pani z prawej jednostajnym ruchem pożywiała się popcornem przez 120 minut, natomiast pan z lewej kręcił się, komentował głośno, wybuchał śmiechem, powtarzał co fajniejsze kwestie, stale wyjmował ajfona i czytał smsy od niejakiej Paradise (a co, jak siedzi koło mnie tak aktywnie, to sobie poczytałam, czego chce Paradise w trakcie moich Chwil Bez Dziecka). Najgorszy był jednak zapach pana z lewej. Na pewno wydał fortunę na flakon eau de cośtam, ale z mojego punktu wąchania, były to zmarnowane pieniądze. Cuchnia jakich mało, którą epatował z każdym ruchem i smsem. Koję zmaltretowany no...

Sushi na Dzikim Zachodzie

Posprzątałam mieszkanie. Mało powiedziane, wylizałam mieszkanie. Wszystko po to by wzbudzić w sobie twórczą wściekłość. Ale się przeliczyłam i wzbudziłam samą tylko wściekłość kury domowej. Jak myję te parkiety, na kolanach, bo flamastrów mopem nie da rady, to mi się marzy małe mieszkanko, tak najlepiej 2x2,30. I zupełnie puste, szczególnie wolne od resorków. I kabli. W strefie tak zwanej "pracy" M, którą od reszty mieszkania wyróżnia stężenie urządzeń elektronicznych przekraczające normy unijne dla magazynów RTV-AGD oraz zawoje kabli o łącznej długości równej odległości Ziemia-Księżyc pomimo wykorzystania wszystkich znanych ludzkości sposobów bezprzewodowego przesyłu danych, a także plastykowych figurek robotów i cycatych wojowniczek, sprzątać wprost nienawidzę ze względu na te właśnie urządzenia, kable i cyculki. Oprócz tęsknoty za małym metrażem, w tych trudnych dla moich dłoni i paznokci chwilach, rodzi mi się jeszcze jedno marzenie. Marzenie o żonie. Która by się mną zaj...

Tytułem wyjaśnienia

Blog ten, podobnie jak kilka zaprzyjaźnionych innych stron, przeżywa kryzys spowodowany brakiem weny. Brak weny wynika natomiast z braku zawirowań w życiu osobistym, czyli z nudy, czyli z mojego malutkiego zen i fengszui. W zasadzie mogę powiedzieć, że minione 12 miesięcy było dla mnie trudne i blogasek powstrzymywał moją piątą klepkę przed pokusą spakowania się i wyskoczenia na Mauritius. Były momenty zwątpienia. Głównie spowodowane niemożnością skoordynowania mojego życia z życiem pozostałych członków mojej małej jednostki społecznej. Natomiast teraz mamy społeczność jedności i wszystko układa się cacy. Dziecko chodzi spać do własnego "malutkiego łóżta", zasypia samo, lubi się z M, daje odpocząć, wytłumaczyć sobie co nieco, siada na nocnik i śpiewa Niemena. Ja wiem, co mam robić, rozumiem, co czuję, czasem odpuszczam, czasem akceptuję i z uśmiechem na ustach szoruję podłogi, siekam jarzynki i rozwieszam kolejne pralki prania. Choć oczywiście momenty się zdarzają. I ja robię...

To był bardzo udany weekend

Poznawanie siebie, uczenie się nowych rzeczy, spanie nago, kolacja w knajpie, dwie książki przeczytane w łóżku, niewyłażenie z łóżka do 14, pizza na obiad w łóżku, kino, kawa w coffee heaven, spacer po centrum handlowym, trochę seriali, dużo rozmawiania, przytulania i całowania. Pink and glitter. Czas dla mnie i dla mojego związku. Czyli dla dwóch najbardziej zaniedbanych spraw w tym uniwersum. Oh, yeah.

Żegnaj pielucho

Pod tym radosnym hasłem mija nam weekend. Pod koniec pierwszego dnia wynik w rozgrywkach to 3:2 dla majtek. Nocnik zajmuje zaszczytne drugie miejsce. Poza tym dawno nie pisałam, za co przepraszam i łubudubu-łubudubu niech nam żyje prezes naszego klubu, to byłem ja jarząbek. Ponieważ pod wpływem Stardoga opętały mnie mrówki i węże, przeprowadziłam wykopaliska w internecie, aby ustalić metodą datowania c4, źródłofilm. Internet to, wiadomo, bagno. Poszukiwania odkrywkowe doprowadziły do wykopania zjawiskowej Aldony O., którą koledzy z pokoju zidentyfikowali jako gwiazdę porno. Mnie nic na ten temat nie wiadomo. Ponadto ustalono, że gdzieś w początkach lat osiemdziesiątych niektórzy osobnicy płci męskiej nosili na głowie bobry. Było zabawnie. A w ogóle to się nie odzywałam, ponieważ moje życie, przyszłość a także częściowo teraźniejszość wpadły w pajęczynę sprzecznych a często nakładających się planów i pomysłów. I już nic nie wiadomo, oprócz tego, że są pewne przekręty, na które za cienka...

Dieta 2 przemian

Nie mam soczewek, makijażu ani fryzury. Mam za mało kofeiny w systemie oraz 46 minut spóźnienia na sumieniu. Mam kaca po Uśpionych. Mam na koncie 4 przespane godziny. Mam chore Dziecko....!!!!! Z okazji niewyspania stosuję dziś dietę 2 przemian - kawa na przemian z czekoladą. Nie pomaga. Od tarcia niewyspanych oczu przerzedziły mi się rzęsy. Rekordowa liczba osób w biurze skomentowała dziś mój wygląd. A humor, jak widać, mocno mi się przytępił.

I kwita!

Mam lepszy sposób na bezsenność niż Chevy (sorry, Fletch). Dziecko. Kiedy o 4.20 snuję się po domu, to wystarczy, że Dziecko zdradzi chociażby najmniejszym zakwileniem możliwość przebudzenia, a już natychmiast każda komórka mojego ciała robi się przeraźliwie śpiąca, zaczynam nerwowo odliczać minuty do chwili gdy będę musiała naprawdę wstać. I jak tylko kwilenie ustanie, zasypiam natychmiast i chciwie. Dzięki, Dziecko, za przywoływanie matki do porządku, pokazując jej, co naprawdę ważne :) Wyspana jestem. Ale nie wiem, jak będzie dalej, bo zaczęłam nowy rozdział w moim życiu i na pewno bez stresów się nie obejdzie. Za to muszę się obejść bez projektu Michalina. Poza tym moim narzekaniem na Dziecko, tak myślę, uzdrowiłam je z negacji świata. To znaczy negacja nadal występuje, ale w odmianie pozytywnej. Dziecko zaczęło wykorzystywać "nie" do ćwiczenia całych zdań. Objaśniam na przykładzie: - Dziecko, chcesz pić? - Nie, dziecko nie chce pić, dziecko chce sok z maliny. Dodatkowo u...

Chevy

Juz sama nie wiem, czy to byl dobry weekend. Przywiezlismy Dziecko, ktore obecnie pelni funkcje Potwora. Znaczy jest na nie, rzuca wszystkim i krzyczy. Jak ma lepszy humor, to jest na "nie, dziekuje". Ale zazwyczaj jest na samo nie. Normalnie dociera do mnie, ze ten instykt macierzynski mi zycie rujnuje. -- Wczoraj spedzilam dzien przy garach, na 4 palnikach i 2 poziomach piekarnika przyrzadzilam 17 potraw, z ktorych polowy juz nie ma. Fajna wyszla zapiekanka ziemniaczana, a ostatnia taka moda na wymienianie sie przepisami, ze az walne: -pol cebuli, pol czerwonej papryki, kawalek brokula pokroic w drobna kostke i podsmazyc na oleju, poddusic -6 sporych ziemniakow zetrzec na duzej tarce, dodac 2 cale jaja, lyzke maki, sol, pieprz, przyprawy - wybeltac z warzywami, wsadzic w naczynie zaro, piec w 200 st przez prawie godzine Poza tym siedzielismy w domu, bo K&K (czyt. katar i kaszel). Nie chce mi sie isc do roboty. -- Wstalam o 4.17. Obejrzalam Fletcha, objadlam sie bula ze ...

Plus ujemny

No dobra, wysiliłam się i znalazłam plus. Minus dwa kilogramy. Ale co to za plus, co zaczyna się od minusa? --- M zabrał mnie wczoraj do kina, i na chipsy, i na zakupy, i na kolacje, i na wino. Było mi tak dobrze, że do dziś mam wyrzuty sumienia.

Warzywnie mi

Dziecko jadlo zupe jarzynowa biegajac wokol mnie jak satelita. No i smiejac sie. Skutkiem tego mam cale nogi oplute marchewka, a potem jak gotowalam jakis hektolitr barszczu to ten barszcz mnie zaatakowal podczas dodawania pokrojonej marchewki i mam dekolt w rozowe w kropki, a nogi w pomaranczowe. Najadlam sie suszonych pomidorow (dzieki Sis!) i troche sie nudze, bo Dziecko spi od dluzszego czasu. Poza tym posprzatalam na blysk. M nawet sie wlaczyl i sprzatnal u siebie. W kuchni pachnie barszczem, w lazience octem i chlorem, taka sterylna czystoscia i domowym ogniskiem. Scrubsi nadal mnie bawia i mam zamiar obejrzec siodmy sezon. Dobra ide pod prysznic, bo nie moge tak walic gotowanymi warzywami jak kuchara. Pa!

Ach te chlopaki

Nie wyspalam sie przez bande facetow: Dziecko, Stiega oraz Dr Coxa, DJ'a i Janitora. No i przez nowa fryzure ktora ukladalam dzis 35 minut:) No ale Scrubsi sa ekstra i zaczynam znow czuc ten absurdalny klimat. Przy okazji skonczyly sie skladniki na pinacolade. Chcialam zaplanowac zycie towarzyskie na weekend, ale M podchorowany i nikt przy zdrowych zmyslach nie przyjdzie do nas ze swoimi bachorami. No nic bede sobie pic drineczki z Elliot i pielegniarkami. Poza tym pojawil sie nowy korek na mojej trasie do roboty, wiec jest super, jak moge sobie kazdego paznokcia dwa razy odzywic. I mam juz mysli o swietach i feriach. I siostra przylatuje i ogolnie raczej bedzie fajna koncowka roku. Ale nie chce isc do teatru bo jeden jej znajomy kiedys byl i wszystkie wlosy mu wypadly. Zamiast tego upijemy sie w gronie rodzinnym. sialala

Pina

Dobra, spi. Co za uparciuch. Zeby tak przez dwie godziny usypiac, wic sie, krecic, kicac, smiac, a potem nagle system shutdown w 20 sekund i spi. Zyskalam przespane noce, stracilam wieczory. Zyskalam pinacolade. Jest dobrze. Ide ogladac scrubsow.

Odstawianie - Noc 3 (noc misia)

Obwieszczam odstawienie. Noc 3 była krótka, bo poszliśmy spać (my czyli Dziecko też) przed północą. Pobudka w zasadzie tylko jedna, początkowy bunt został spacyfikowany herbatką i dużą ilością miłości matczynej. Już teraz mogę powiedzieć, że Dziecko w zasadzie to tego karmienia nie potrzebowało. Ma lepszy apetyt na śniadanie, troszkę bardziej się tuli w ciągu dnia, za to śpi mocniej i przez pewną część nocy w swoim łóżeczku. Jeszcze nie wiem, jak rozwinie się akcja "każde dziecko swoje łóżko ma". Za to sztuka fajna, och fajna. No naprawdę coś innego, ale super. Nie mam siły na recencję. Idę po kawę.

Guzik z Benjamina Buttona

Obraz
Muszę powiedzieć wprost, że nie rozumiem po co ten film. Jakie jest jego przesłanie? Po co wprowadzać postać rozgrywającą życie od starości do narodzin? Eliminuję samotność jako główny temat filmu od razu, ponieważ bohater jest samotny właśnie dlatego, że żyje wspak. Śmierć? Postać, której życie toczy się pod prąd na zasadzie kontrastu pokazywać ma problem przemijania? Jakieś to naciągane. Odwieczny rytm narodzin i śmierci jest lepszym tłem dla takich rozważań. Film stara się mówić o problemach egzystencjonalnych bazując na egzystencji fikcyjnej i niemożliwej. Za dużo w nim hallmarkowego melodramatyzmu i złotych myśli, podsumowujących i uogólniających. Ciekawy przypadek Benjamina z pewnością można było wykorzystać ciekawiej. A jednak film nie daje mi spokoju. Odnajduję jakąś pociechę w tym, że problem Benjamina nie jest moim problemem. Że mam swoje miejsce w porządku świata, że moje otoczenie zmienia się, ewoluuje, starzeje w równym tempie, a ja jestem jego integralną cząstką. Że etapy...