Posty

Wyświetlam posty z etykietą poranek

3.45

Czasem tak jest, że gdy budzę się obrzydliwie wcześnie, na przykład dziś o 3.45, to cieszy mnie ten fakt. Bo czyż nie jest cudownie mieć przed sobą 2 godziny 15 minut do budzika do dowolnego wykorzystania? Leżę sobie wtedy w łóżku, przewijam internety i rozkoszuję się faktem, że za chwilę nadrobię zaległości, może coś napiszę, wypiję kawę na spokojnie, poczytam książkę. Potem nagle mam już tylko 1 godzinę 35 minut do budzika, więc szybko wybieram z listy. Wciąż jeszcze mogę wybrać to, na co mam największą ochotę. Dziś padło na czytanie. Czytanie jest cudowne. Jest legalnym i akceptowalnym sposobem na ucieczkę od rzeczywistości. Co więcej, jest sposobem na ucieczkę od własnych myśli i uczuć ! Jest społecznie podziwianym i cenionym sposobem na unikanie konfrontacji z powodem tak wczesnej pobudki, pfff. Czytam więc sobie bezkarnie i z samozadowoleniem, nawet gdy czytam bzdety dla nastolatków. I minus jest tylko taki, że nie kontroluję wtedy czasu. Więc gdy zerkam na zegarek okazuje się, ...

Przeddzień

Kiedy dwa miesiące temu bukowałam sobie wakacje na październik, odczuwałam niejakie wyrzuty sumienia. Bo czyż pracując z domu, mam prawo się zmęczyć i chcieć urlopu? Przecież nie dojeżdżam do roboty, mogę ugotować/sprzątnąć/uprać pomiędzy zadaniami pracowymi. Mogę pracować pośród wieżowców Warszawy, jak i na łonie przyrody, również cudzoziemskiej, byleby internet był. Ale teraz nagle w przededniu wylotu, jak sobie pomyślę, że nie będę widzieć komputera, logo mojej firmy, logo mojego banku, skajpa, fejsbuka i całej tej bandy przez osiem pełnych dni, to normalnie czuję w powietrzu zapach pinakolady. I słowo daję, może być zimno i padać, żarcie może być kiepskie, mogą być tłumy włoskich turystów z bachorami, może być cokolwiek. Ja już chcę tam być. Fakt wakacji i powyżej opisana sytuacja życiowa wprowadzają dwa nurtujące mnie ostatnio tematy egzystencjalne. A mianowicie, czemu ja odczuwam wyrzuty sumienia (niejakie, ale zawsze) w takich momentach, jak bukowanie sobie wakacji, legalnych,...

Kawa przed wschodem słońca

Sporo już napisałam o bezsenności. A może wcale nie pisałam, tylko chciałam napisać? Fakty mi się dziś będą mieszać, to pewne. Dziś lubię moją bezsenność. Dzięki niej mam świeżo ugotowane dwie różne zupy, curry z ciecierzycą i obejrzanego Hannibala. Siedzę właśnie przy drugiej kawie i czekam na pobudkę Syna. I lubię dziś tą bezsenność, bo te godziny między północą a świtem, między jarzynami, między odcinkami, były magiczne. Ja siekam marchewkę, Hannibal kolegę po fachu i tak sobie powitaliśmy słońce każdy w swojej kuchni, a jednak w jakiejśtam jedności... Podobno bezsenność nasila się jesienią. Spodziewam się pracowitej jesieni. Zaczynam kilka projektów na raz i wiem, że nie będzie lekko. Praca wchodzi w wymagający okres. A w moim życiu tak wiele się dzieje i choć staram się wchodzić w to świadomie, niespiesznie, dać się nieść wydarzeniom, to przecież jestem aktorem, a nie widzem i nie mogę nie działać. Mam emocje. Tęsknię, pragnę, chcę więcej i bardziej i bliżej, mam pokusę, b...

Pierwsza randka... może druga

Boszsz, jak ja przeżywam tą szkołę. No jak pierwszą randkę.. no może jak drugą randkę nawet. A w ogóle to nie wierzcie facebookowi i dziennikarzom - pierwszy dzień szkoły jest dziś . Wczoraj był luzik, na 10, 1,5 godziny i pozamiatane, można wypuścić dzieci na plac zabaw. Szkoła zaczyna się dziś. To dziś trzeba było przerwać poranną kawę, rzucić raporcik w excelu w kąt i zerwać Dziecko z betów o 7.03. Zrobić śniadanie, drugie śniadanie, sobie śniadanie, znaleźć skarpetki, chustkę na szyję i o 7.30 zorientować się, że czas wychodzić, a ja nadal w piżamie. I zapomnieliśmy kasku na głowę. To chyba normalne że za pierwszym razem nie wszystko wychodzi super, no nie? (jak na pierwszej randce.. no może na drugiej). Poszłam do szkoły bez prysznica i we wczorajszym ubraniu. To zupełnie nie jak na pierwszą, czy nawet drugą randkę.

Czy to już dziś?

Dziś słoneczko wstało i powiedziało "drogie panie, depilatory w dłoń, będę dawać ostro". I dawało, żadna rzęska się nie ostała. Przy okazji Dziecko poszerzyło gamę urządzeń, które umie obsługiwać i do ajfona, ajpada, taczpada, laptopa, edżektu we wszytkich konsolach, aparatu cyfrowego i irygatora dołączył depilator ręczny. Poza tym tradycyjnie już nie wiem, która jest godzina. Nie mogę ogarnąć tego, które urządzenie się samo przestawia, a które nie? na przykład taki piekarnik pokazuje to samo co komputer... i czy dziś otwarte sklepy? Mieszkam przy cmentarzu i już od tygodnia wydaje mi się, że 1 listopada to już dziś, takie tu tłumy. Dziś jestem prawie pewna, ale mam cień wątpliwości przez ten miksap z Dniem Bez Zakupów oraz nieprzespaną nocą ofkors. Dziecko obłożnie chore w nocy, o 6 (niewiadomo czy nowego czy starego czasu) wstało i od tamtej pory katuje mnie jednym kawałkiem, który samodzielnie zapuszcza z jutuba na ajfonie: Znamy słowa. Zaczyna się od "Mamo, popatrz, ...

Zalałam komórki

Zaczęło się niewinnie. Spokojny dżdżysty poranek, zdrowe śniadanko, gimnastyka (tak, nawet mam zakwasy!). Dziecko śpi słodko. Tuż przed 8 byłam cała zrobiona, spakowana - woda mineralna, Dzieckowe gatki na zmianę, oba komórczaki, wszystko w torbie gotowe do drogi. Ubranie dla Dziecka przygotowane, tak żeby prosto spod kołdry z krótkim postojem w łazience mogło trafić do windy i do żłoba. O 8 podjęłam próbę obudzenia Dziecka, bez sukcesu, więc zlazłam sobie i jeszcze się pokręciłam przy kwiatkach, zmywarce i td. Nagle mój wzrok padł na kanapę, na której spoczywała spakowana torba. Kanapa była podejrzanie ciemna. Myśl szybsza niż internet w Netii przemknęła mi pomiędzy półkulami: ciemno-mokro-woda-komórki w torbie. Komórki wydobyłam z pełnego zanurzenia, zrobiłam im szybkie usta-usta i ułożyłam w bocznej ustalonej. Ale chyba padły na śmierć. Ten smutny fakt zburzył moją harmonię na resztę poranka. Potem zapomniałam bidonu do żłobka. Potem ułożyłam misterną piramidę rzeczy zaczynającą się...