Posty

Wyświetlam posty z etykietą zmiana

Kawa przed wschodem słońca

Sporo już napisałam o bezsenności. A może wcale nie pisałam, tylko chciałam napisać? Fakty mi się dziś będą mieszać, to pewne. Dziś lubię moją bezsenność. Dzięki niej mam świeżo ugotowane dwie różne zupy, curry z ciecierzycą i obejrzanego Hannibala. Siedzę właśnie przy drugiej kawie i czekam na pobudkę Syna. I lubię dziś tą bezsenność, bo te godziny między północą a świtem, między jarzynami, między odcinkami, były magiczne. Ja siekam marchewkę, Hannibal kolegę po fachu i tak sobie powitaliśmy słońce każdy w swojej kuchni, a jednak w jakiejśtam jedności... Podobno bezsenność nasila się jesienią. Spodziewam się pracowitej jesieni. Zaczynam kilka projektów na raz i wiem, że nie będzie lekko. Praca wchodzi w wymagający okres. A w moim życiu tak wiele się dzieje i choć staram się wchodzić w to świadomie, niespiesznie, dać się nieść wydarzeniom, to przecież jestem aktorem, a nie widzem i nie mogę nie działać. Mam emocje. Tęsknię, pragnę, chcę więcej i bardziej i bliżej, mam pokusę, b...

Energia podąża za uwagą

Zasmęciłam się dzisiaj nieco. Łaziłam tak z tym zasmęceniem, myśląc cobytu, skoro zupa nie pomogła, mimo że gotowana pod przykryciem i rytualnie. Wzięłam więc i pomedytowałam. W tej medytacji przyszły do mnie przeróżne myśli odkrywcze i objawienne. Przy czym większość śmieciowych i bez związku z istotnymi dla świata sprawami. Pośród śmiecia zaczęłam się jednak zastanawiać, czego mi w zasadzie trzeba? Nie w takim sensie, że Johnny'ego Deppa i 3 milionów (może być złotych). I nie w takim sensie, że pokoju na świecie. W takim sensie, że tu i teraz w tym momencie. Otóż mię potrzeba było magii. Namacalnych dowodów, że wszechświat mnie wysłuchuje i dostarcza, że magia się zadziewa, że kto szuka ten znajduje, a kto prosi ten dostaje (więc ostrożnie z tym). Potrzeba była silna i domagająca się zaspokojenia. Udałam się zatem po Syna do placówki edukacyjnej na piechotę z myślą, że pójdę przez park, otrę się o przyrodę w przestrzeni miejskiej, ale zawsze, i może gdzieś po drodze wydarzy s...

Ohohoh

Obraz
Życie zaczęło biec szybciej tak jakby. Ponieważ rozpoczęła się kolejna runda przemian. I się dzieje. Na tapecie malowanie i sprzątanie po. Wielkie wyrzucanie. Przedpokój oczojebny pomarańcz. Nowa lampa, nowiusieńka, z mojego rocznika. Ja też nowa, nowiusieńka. Zapracowana jak już dawno nie. Krzyż mnie boli i oczy i noce zarywam. O 20 robię sobie kawę, żeby dociągnąć do północy. Na tapecie zmiana postawy życiowej. Zbyt wiele osób siedzi mi na głowie. Wielki remont. Malowanie za mną. Wielki remont przede mną. Jak sobie przypomniałam, że w styczniu przy drugim-trzecim winie z przyjaciółką, zarzekałam się, że ja nigdy, nie wyobrażam sobie tego i nie potrzebuje i że to jakiś absurd i po co mi to w ogóle? A teraz ja to właśnie przeprowadzam z radością i podrygując w rytm mariamagdalena, you're a creature of the night, ohoh. W poniedziałek przychodzi pani posprzątać po malowaniu. Do wielkiego remontu też mam doping, nawet się z psychologiem skonsultowałam, a co, ja nie będę victi...