Posty

Wyświetlam posty z etykietą inni ludzie

Beton

Będę nietrendy i ponarzekam. Znowu o szkole. Mianowicie było wczoraj zebranie rodziców. Było to zebranie 24 osób (plus ja), z których każda posiada własne zdanie i pragnie je wyraźnie zaznaczyć, wyrazić oraz przekonać do niego pozostałe 23 osoby, na następujące ważkie tematy: - co jest lepsze, segregator czy skoroszyt? /Pracuję w biurze od lat i nie znam różnicy. Ale dowiedziałam się, że jedno z powyższych posiada sprężynę i ostro zakończone druty, co czyni je śmiertelnym zagrożeniem dla dziecka. Dziecko ma być od takich przedmiotów izolowane jak od broni palnej./ - co jest lepsze, woda w butelkach czy woda w dystrybutorze? /Jak dla mnie dystrybutor to duża butelka, ale nie.... o nie, nie jest to takie proste. Czy dziecko może mieć dostęp do gorącej wody? A do zimnej? A z butelki to jest trudno nalać, można się oblać, upuścić butelkę sobie na stopę... Jak się dobrze przyjrzeć to i butelka i dystrybutor stanowią śmiertelne zagrożenie.../ - co jest lepsze do obłożenia podręcznika, ...

Giulia

Byłam na koncercie Giulia y Los Tellarini. Nie miałam pojęcia, że taka formacja istnieje do czasu gdy nie dostałam biletu w prezencie, ale bardzo się cieszę, że ich poznałam. Giulia ma niesamowity głos, śpiewa trochę jakby się pieściła i udawała dziecko, choć potrafi też zejść tak nisko, że przestaję ją słyszeć. Natomiast Los Tellarini grają cudnie. Pokochałam rytm na trzy. Raz - dwa - trzy. Jak orkiestra bardziej niż zespół. Taka cyrkowa, co maszeruje w kolorowym korowodzie. W zasadzie każdy gra swoje, a jednak razem brzmi to ciekawie jazzowo-folkowo, cudowna gitara, jeszcze cudowniejszy odważny saksofon. Sceniczne zachowanie Giulii moim zdaniem wykracza czasem poza dziwactwa przewidziane dla artystów, choć pewnie można polemizować, że tu akurat granic nie ma. Kilka jej tekstów zupełnie mnie zaskoczyło nie dlatego że same w sobie są szokujące, tylko że czegoś takiego nie spodziewam się usłyszeć na klubowym koncercie. Miałam wrażenie, że Giulia mówi co myśli, zanim to jeszcze pomyśli. ...

C'mon

Obraz
Ok, ok. Witam po przerwie, nadajemy na żywo z Ciechocinka, gdzie autorka niniejszego bloga wylądowała przelotem. Pomimo wyboru najkrótszego z możliwych turnusów, już ma się lepiej, kończy 3 szklaneczkę kagora i szykuje się do snu. Zapewne przyśni mi się Elvis P. gdyż właśnie co dopiero wróciłam z jego koncertu na żywo w tutejszej muszli koncertowej. Tak, Król grał w parku zdrojowym. Tuż obok polował Maxi Kaz. Niestety Wielki Elvis miał za małą ochronę i na scenę wtargnął nadprogramowy pan Włodek, który jak Kozak lub inny Irlandczyk dziarsko zadzierał kolanka w górę w rytmie Blue Suede Shoes. "C'mon" powiedział na to Król. Bo co miał powiedzieć. Tak więc uspokajam, Elvis rzeczywiście żyje i ma się dobrze, widziałam. Może trochę mu się akcent zanieczyścił, ale to od ukrywania się w trzecim świecie. Publikę ma wierną. Co prawda większość nie może już twistować, bo ich łamie w biodrze i nie dosłyszy (przynajmniej 80% publiczności posiada aparaty słuchowe, nie wiem, czy były w...

Istota festiwalowa

Podobnie do innych z gatunku homo sapiens jest istotą stadną. Występuje na terenach całej Europy, jak wskazuje jej nazwa, na obszarach festiwalowych. Prowadzi koczowniczy tryb życia, nocując na biwakach i plażach. Lubi duże miasta. Istota festiwalowa charakteryzuje się (getrami) kolorowym strojem, którego elementem koniecznym są trampki konwersy. Rozpoznać ją można łatwo po dekoracyjnych elementach ubioru - koszulkach z napisami manifestującymi różne bzdury (np. zbieram na większe cycki), kolczykami zrobionymi z czegokolwiek (włóczka, korki plastikowe, orzechy itp), dużą chustą omotaną wokół szyi lub głowy lub torby. Torba jest ważna, choć nie ma określonych reguł, z czego jest wykonana i jaki ma kształt. Istota festiwalowa unika najwyraźniej toreb skórzanych. Zawartość toreb pozostaje tajemnicą dla badaczy. Istoty festiwalowe odżywiają się piwem i frytkami, nigdy nie przygotowują własnych posiłków. Mówią głośno, często przeklinając. Palą. Chociaż piją dużo piwa nigdy się nie upijają i...

Postęp

Jak to jest, że w momencie gdy Dziecko uczy się wołać "mamo, robimy siusiu", toaleta jest zajęta? No tak to jest, że komuś się nie chciało robić drugiej łazienki, jak była okazja. Więc temu komuś Dziecko nasiusiało do słoika po ogórkach. Ale co było robić, skoro woła? Poza tym to wiem, że nie piszę, ale nie mam o czym. Mundial mnie nie interesuje, chyba że w wykonaniu Dziecka. Wybory mam głębiej niż Komorowski jelonki, a Kaczyński nas wszystkich. No to nie mam o czym się wypowiadać w debacie publicznej. A prawda, na wakacjach byłam, w USA.... Ale żeby się tak od razu dzielić wszystkimi pikantnymi szczegółami mojego tygodnia w stanie wolnym bezdzietnym, kiedy to zajęta byłam przebywaniem z ukochaną mną? Powiem tyle, że najfajniejsi byli ludzie, nasze towarzystwo od margarity. W ogóle cała ta niby spokojna uliczka to jedna wielka impreza skupiająca normalnych ludzi pracy, ale także ludzi żyjących na cudzy koszt lub miłością, wariatów łagodnych kąpiących się nocą w fontannie ora...

Kartka z wakacji

W małym niepozornym domku przypominającym kształtem rozpłaszczoną oborę mieszkają sobie 3 przypadkowe osoby. Na wyścigi ściągają wodę ze ścian prysznica gumką, pucują blaty i zbierają każdy kłaczek kociego włosa. Wieczorem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zasiadają na swoim olbrzymim patio z oszronionymi szklanicami margarity. A że 3 to taka nierówna liczba, dość często zapraszają znajomych i przyjaciół na wspólne patiowanie z noclegiem. Takie wakacje lubię. Co prawda niektóre osoby starają się uświadomić mi, jak wiele lat już przeżyłam, jak staro wyglądam i jak mało radości mam w życiu. Ale mówię Wam, wielkie majtki to kupa radości!

W poszukiwaniu samotności

Poszłam sobie do kina, aby pobyć sama. I aby zobaczyć film, który przy okazji był super, i jeśli kiedyś będę robić filmy, to właśnie takie, o miłości i filozofowaniu z umiarem. Nie sądziłam że polubię Allena, ale się udało. Ponieważ film leci już od stu lat, sala była pusta. Ale chyba feromony zadziałały, bo z obu stron dosiedli się do mnie ludzie i chyba byłam jedynym człowiekiem z dwoma sąsiadami na sali. Pani z prawej jednostajnym ruchem pożywiała się popcornem przez 120 minut, natomiast pan z lewej kręcił się, komentował głośno, wybuchał śmiechem, powtarzał co fajniejsze kwestie, stale wyjmował ajfona i czytał smsy od niejakiej Paradise (a co, jak siedzi koło mnie tak aktywnie, to sobie poczytałam, czego chce Paradise w trakcie moich Chwil Bez Dziecka). Najgorszy był jednak zapach pana z lewej. Na pewno wydał fortunę na flakon eau de cośtam, ale z mojego punktu wąchania, były to zmarnowane pieniądze. Cuchnia jakich mało, którą epatował z każdym ruchem i smsem. Koję zmaltretowany no...

Odlocik

Się majtłam samolotem do Gdańska. Obserwacje o świecie (czyli o sobie) poczyniłam, a jakże. Na przykład, baaaardzo nie lubię, jak mnie przy tej metalowej bramce dotykają. Potem mnie skóra pali w tych miejscach, które obmacywali, przez 23 minuty. A na drugi przykład bardzo lubię jak się samolot opóźnia z wystartowaniem, bo mogę sobie wtedy spokojnie poczytać, a to luksus, jakby nie było. Za to nie lubię, jak ktoś czyta książkę i co 10 minut przerywa, żeby mi opowiedzieć, co się w tej jego książce wydarzyło. Nie lubię wstawać o 3.55. Za to lubię potem odsypiać przez 10 godzin, mrrrau. Nie lubię być w Gdańsku i nie widzieć morza. I jeszcze, jak zostawiam Dziecko z M i ono się w 3 godziny 3 razy zasikuje, bo oszczędzamy nocnik na specjalne okazje. I M się wścieka na mnie, że tak późno wróciłam, jakbym się szlajała gdzieś, a nie czytała lekturę pośród biznesmenów i gwiazd krajowego showbiznesu. I nie lubię jak ktoś kłamie, ale co na to poradzić? I nigdy przenigdy mnie tak w uszach nie cisnę...

Śmiesznie jest

"Justyna finiszowała otoczona Norweżką. Ania ją dociskała. Nartą." Justyna powiedziała potem "Nie wiedziałam, jak zrobić medal." Autentyczne, zasłyszane w Trójeczce. Zeszłam. Ależ szybko szłam do roboty, żeby to zapisać. I doszłam. -- Parę dni temu kolega z biura powiedział: - Mój kumpel ma pomysł na biznes. Będzie ściągał staniki... Szereg kosmatych myśli zwizualizował mi się samoczynnie. - ... z Chin. Uzupełnił kolega, psując nastrój. -- Wczoraj pod spelunowatym lokalem w centrum Stolycy ktoś stłukł mi lusterko. Jest to akt czystego prostactwa i huligaństwa i nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie to, że fakt ów stwierdziłam dopiero po przejechaniu paru ruchliwych skrzyżowań. Nagle zorientowałam się, że lusterko jest przygięte do szyby. Oznacza to, że potrafię prowadzić pojazd mechaniczny bez używania lusterek bocznych, co w zasadzie można uznać za moc nadprzyrodzoną. Jednak trochę mi dziś przykro, bo miałam o sobie jako kierowcy wyższe mniemanie.

Święta, święta

Mamy w tym tygodniu dwa zjawiska socjalne. Pierwsze o charakterzez dietetyczno-socjalnym to Tłusty Czwartek, a drugie o zabarwieniu erotyczno-socjalnym to Walentynki. Tłusty Czwartek nie ma przeciwników w gronie osób, które znam. Wszyscy sumiennie objadają się pączkami, robią statystki, rankingi. Żadne tam "jestem na diecie" albo "nie jem białego pieczywa" nie ma zastosowania. Ciekawe czy wszyscy poszczą równie sumiennie w Wielkim Poście :) Natomiast Walentynki mają wrogów, a przecież niezasłużenie. To piękne święto. Dziewczyna dostaje od chłopaka kwiatki i biżuterie. A dla niego kupuje - koronkowe majtki dla siebie! Klasyczne win-win. Znaczy, ona wygrywa dwa razy. Jak można nie lubić tego dnia? No ja się pytam, poważnie. Ja zjadłam słuszną liczbę pączków, nie patrząc na ich skład surowcowy. Bez żadnych wyrzutów sumienia. Ale nie powiem, ile:) Na walentynki zakupiłam stosowne koronki. I tu dobra rada cioci - jak kupuje się bieliznę w supermarkecie typu kerfur należy...

Tam i z powrotem

Oprócz bliskich kontaktów z Chasem, miałam dziś przyjemność obcować z panią pediatrą, która zafundowała mi do spółki z ZUSem, 3 dni wakacji na leczenie K&K. Pani pediatra była dziś wyjątkowo miła, nie, nie, nie uśmiechała się, ale zdołała powstrzymać się od wszelkich uwag złośliwych oraz pełnych pogardy spojrzeń, którymi zazwyczaj reaguje na każde moje pytanie. Chyba ktoś ją przeleciał. W końcu. Potem natomiast byłam w raju. Ups, znaczy w spa. Też trzy litery, a doznania takie same, więc można się pomylić:) Było bosko. Odleciałam. Moje cielsko zmieniało kolor od czerwonego do sinego, przez biały i zielony, oraz zapach od herbacianego do rybiego. Z tym ostatnim do tej pory się nie rozstajemy:) Zostałam nasmarowana substancjami wszelkich konsystencji i kilka razy wysłana pod prysznic. Na koniec był masaż. Sam masaż w zasadzie nie należał do przyjemnych. Nawet pani Miecia przestawiająca kości jest w porównaniu z tym uosobieniem subtelności. Był to bowiem masaż limfatyczny. Polega to m...

R.I.P.

To jest zły tydzień. Grypa i rozstrój żołądka to tylko czubek góry lodowej moich problemów. A może to już teraz jest skutek uboczny moich problemów? W sumie to zostawiłabym sobie najchętniej same tylko skutki uboczne. Niech skutki bezpośrednie znikną. To jest tydzień złych wiadomości. Nie wiem na dodatek czy mam prawo być nimi zaskoczona. Dla mnie są to złe wiadomości. Jestem zdegradowana formalnie i moralnie. Dla ludzi, których cenię są to złe wiadomości, a ja jestem ich doręczycielem. To zły tydzień. W tym tygodniu się postarzałam. W tym tygodniu trochę umarłam. I gdyby ten świętej pamięci kawałek mnie trafił teraz na Sąd Ostateczny, to poszedłby do piekła. Słowo, nie mam dziś siły szukać w tym wszystkim dobrych stron. Jedyne co mam, to nadzieję, że one gdzieś tam są. Musi tak być, prawda? Bo na razie to wiem jedno. Ten tydzień się jeszcze nie skończył.

Postanowienia noworoczne cd.

6. Przerzucić się z Pharmaceris na Ziaję ze względów eko - ekologicznych i ekonomicznych. Za 13,80 zakupiłam dwa super kosmetyki Ziaji - piling enzymatyczny i krem koloryzujący. Jestem chwilowo nimi wniebowzięta. Zwracam uwagę, nadal niewielki wysiłek z mojej strony, aby zrealizować ten ce. 7. Sortować śmieci. Mam już miejsce na frakcję suchą. M przeszedł wstępne szkolenie. Jeśli się będzie grzecznie stosował do zaleceń, to również się nie napracuję. Poza tym co? Dziecko ząbkuje, a ja po prostu utraciłam umiejętność zrywania się w nocy. Ta funkcja zanika bardzo szybko w przypadku przerw w stosowaniu. A miałam ją naprawdę nieźle opanowaną. No cóż, to tylko 4 zęby. Dam radę. Oprócz tego miałam dwa dziwne sny. W jednym byłam byłą żoną Rafała Ziemkiewicza i on przysłał mi w prezencie dwie za małe rękawiczki, każdą inną, a w drugim dzwonił do mnie Miron Białoszewski i przedstawił się Irek, ale na komórce wyświetliło się Miron. Stąd wiem, że Irek to może być skrót od Miron. Czy ze snów można...

Ciacho

Ide do Suki po ciastko, widze ze cos z nia bo ma lok a nie strzeche jak zazwyczaj. Ta do mnie od progu, glosem eleganckim, wysublimowanym . Troche jak stara Pani Sawicka : Paaaani kochana, co oni na tych drogach robia! To jest okropne, bo my dzisiaj bylismy na pogrzebie i to nie tu tylko 100 km i tak sie zmordowalam ta droga i to nie w tamta strone ale spowrotem! No glupi ludzie, co tam sie dzialo, Tir, prosze pani, pol drogi rozpierdolil. Moj Boze, co to bylo. I jeszcze tyle tej benzyny do powietrza spalaja! I wyszlam z ciastkiem. I o czym ona do mnie rozmawiala??

Nie mam czasu

Nie mam czasu, a musze napisać, bo mi się już przelewa z głowy... i nie chcę mieć plam na kołnierzu. No więc Bukartyk wrócił. Tak sądziłam, że wróci, ale muszę przyznać, że obawiałam się przez moment, że mu woda sodowa uderzyła do głowy. Ale wrócił i to w dobrym stylu. Yeah! Poza tym usłyszałam mądrą rzecz i muszę ją zapisać oraz będę powtarzać, bo jest mądra i się z nią zgadzam. Jeden pan farmaceuta w radio powiedział, że za epidemię grypy odpowiadają koncerny farmaceutyczne. I to nie jest żadna teoria spiskowa tylko siły rynku oraz czysta prawda. No bo bombardują nas reklamami grypeksów, maxistrepsilsów i tym podobnych, dzięki którym jak mamy grypę to czujemy się jakbyśmy jej nie mieli. I zamiast siedzieć w łóżku i kisić swoje prątki pod kołdrą, obdzielamy nimi całe biuro/autobus/halę produkcyjną/przedszkole (wybrać właściwe). I to jest bardzo święta prawda. Ja coś tak czułam i dlatego nigdy nie biorę takich leków i lubię sobie poleżeć. Ale ja w zasadzie nie choruję. W kwestii tej św...

Weekend w środku tygodnia

Mieliśmy w tym tygodniu miniweekend. Znaczy dzień niepodległości. Prezydent się produkował w radio i tv i nawet mókł biedak na placu Piłsudskiego, a wszystko to ku pokrzepieniu gawiedzi, która nie mogła starym zwyczajem wybrać się na rodzinny spacer po centrum handlowym, gdyż handlu w święta w grajdole nie ma. A u nas sielanka. Znaczy najazd Szy z rodziną, który miał przynieść efekt kozy i uświadomić mi, jak cudowne mam życie i jaki porządek panuje na co dzień w naszym mieszkaniu. Tymczasem było fajnie i relaksująco. Pogadałam z pokrewną duszą, ponarzekałyśmy zgodnym chórem na mężów migających się od obowiązków ojcowskich, na dzielącą nas odległość, na brak snu, na brak czasu dla siebie, na brak kasy na fanaberie. I jak prawdziwe kury domowe spędziłyśmy dzień w kuchni przygotowując 14 garów żarcia. Ale spoko, wczoraj wylizaliśmy resztki, więc dziś gotuję od nowa. 5 litrów zupy zniknęło, pół kilo makaronu zniknęło, gar pieczeni z pieczarkami zniknął, ciasto z masą orzechową i budyniem z...

Bob czy jeż?

Miałam dziś rano wstać, umyć głowę i nakręcić piękne loki. Miałam zrobić sobie kawkę, kanapeczkę z awokado i zasiąść z Larsem na pół godzinki. Miałam potem obudzić Dziecko, dać kaszę (damy tasze), dać pieluchę, dać buty (damy buty), zawieźć do żłobka (idzimy dzieci auta auta). No ogólnie poranek miał być cudny i spokojny i relaksujący. Tymczasem w sprawie mycia głowy podjęłam męską decyzję, że myć nie muszę i że chyba czas je i tak obciąć (tak mi się marzą króciutkie, co je tylko żelem z rana i wio do roboty....ech). No to już się zrobiło dla Larsa 40 minutek. Wtedy wstało Dziecko i weź tu człowieku coś zaplanuj.... Zrobił się młyn, zero porządku w naszych działaniach, wszystko na raz, damy ciacho, damy socz, damy tasze, damy dzieci, damy Boba, nie ma baba, tata pi. Zawiozłam Dziecko do żłoba nowym skrótem (!) i z kupą w majtkach. No i mam nie umyte włosy. Jestem wyrodną matką i czuję, że nowa fryzura rozwiąże wszystkie moje problemy. Aha i jeszcze miałam taką myśl, że Pegueot 307 SW j...

bleeeeeeeeeee

Dziś nie daję rady. Kto ma dobry humor i nie chce się dołować, niech dalej nie czyta. Ale ja nie daję rady i nie będę tego tłumić, bo po to mam blogaska, żeby sobie pisać co tylko chcę. I co mi leży na sercu. A leży mi dużo. Włosy mi się nie ułożyły, rozmazał mi się tusz i musiałam zmyć makijaż, ubrana jestem w byle co, bo Dziecko rano też było nie w sosie. Wyglądam strasznie. Asystentka u dentysty mnie olała, więc wyszłam po półgodzinnym czekaniu. Telefon od dentysty z przeprosinami trochę poprawił sytuację. Dziecko miało podły humor, to już było. W ogóle jest strasznie uparte i nie daję sobie z tym rady. W domu mam jakąś tonę rzeczy do zrobienia i w zasadzie nie wiem w co ręce wsadzić jak wracam z roboty. O tym żeby siąść na kanapie i odpocząć to se pomarzyć mogę. Nie mam żadnych planów życiowych, nie wiem co jest moją ambicją i do czego dążę. Czuję się samotna, pozbawiona wzniosłych uczuć, nie adorowana, nikt do mnie nie dzwoni i nigdzie nie chodzę. Czarna rozpacz. PMS? Jeśli tak, t...

Zaleglosci

Bylam dzis i wczoraj (i jutro bede) na konferencji. Mowia nam tam, zeby blogowac, twittowac, facebookowac, goldenlinowac, linkedinowac, a nawet naszoklasowac. To wszystko w imie rozwijania wlasnej firmy oraz siebie samego jako osoby znaczacej cokolwiek w wirtualu. No wiec bloguje. Na inne nie mam czasu, ani pomyslu. No wiec bylam na konferencji a M byl z Dzieckiem. I uwaga, bylo im razem dobrze, nie plakali, nie smsowali co 5 minut i ogolnie dali sie ponetworkingowac. Wspaniale! Chociaz z drugiej strony zenujace, ze wspanialym nazywam cos co powinno byc norma. Ale niech tam. Jest wspaniale:) oby tak dalej chlopaki! No wiec w domu wspaniale, konferencja fajna, wakacje byly zaje. To teraz o wakacjach. 1. Przede wszystkim, niech zyje all inclusive. To moje pierwsze doswiadczenie z takim luksusem. I sie przywiazalam, nie powiem. Teraz jak wybija 11 to moje kubki smakowe w akcie samoobrony zaczynaja produkowac posmak pinacolady. Musze isc na zakupy i kupic skladniki. Bede pic pinacolade co ...

Cypr

Byłam na wakacjach. Mam dużo przemyśleń, ale jestem zbyt zmordowana, żeby teraz pisać. Idę spać, chociaż jest dopiero w pół do dwudziestej. Napiszę tylko, co odkryłam w zakresie "wiedzy ogólnej o świecie". No więc, Cypr to jest i wyspa i kraj, tzw. Republika Cypryjska. Nie jest to Grecja, ani Turcja, no chociaż trochę tak. I ta Republika Cypryjska jest członkiem Unii Europejskiej!!! No więc dokładnie to jest tak: Cypr jest starym graczem na mapie świata. Według mitologii urodziło się tam paru bogów. Natomiast człekokształtni prowadzą tam aktywność już od 11 tysięcy lat, kiedy to zaczęli sobie cośtam zbierać wśród kamienistych wzgórz cypryjskich. Potem wciskamy fast forward, przelatujemy rozmaite okupacje rzymskie, weneckie, tureckie, arabskie i brytyjskie i zatrzymujemy się dopiero w 1960 roku. Wtedy wyspa przestaje być kolonią brytyjską i powstaje Republika Cypryjska. Znów FF i lądujemy w roku 1974. Grecy dokonują na Cyprze zamachu stanu, a Turcy inwazji zbrojnej. Kotłuje si...