Posty

Wyświetlam posty z etykietą cytat

I am going to talk to some food about it.*

Rzeczy poszły dziś nie tak. Malutkie różne bzdurki, które do kupy razem wpędziły mnie w stan kompulsywnego zjadania orzeszków i wywołały potrzebę poleżenie na kozetce. Już o 6.30 się zaczęło od przypalenia kaszy. I to wcale nie było tak, że nastawiłam kaszę i zapomniałam, że się gotuje, woda wyparowała i wiadomo... nie, tak nie było. Ja w ogóle zapomniałam nalać wody. Kasza się usmażyła, a potem zmieniła w pół kilograma węgla. Będzie jak raz na zimę. Mam węgiel groszek, komu komu? Potem przy rozpakowywaniu zmywarki wylałam sobie kubek zimnej wody do kroksa. To był taki kubek co się obrócił samoistnie pod wpływem siły koriolisa czy innej siły odśrodkowej występującej tylko w zmywarkach. Potem Dziecko wydało z siebie serię kaszlnięć grzechoczących. Potem Dziecko rozprowadziło plastolinę ciemnozieloną po dużym pokoju. Potem byłam w pracy i telefon dzwonił zawsze jak wychodziłam z pokoju. Potem dostałam dwudniowego bana na przedszkole - nie wolno zarażać, trzeba iść do lekarza, sio do domu...

Przerwane kontinuum

Spakowana jestem. "Nawet ugruntowany poziom niepokoju ma tendencję do trwałego utrzymywania się, bo nagła utrata "powodu do zmiartwień" może wywołać niepokój o wiele głębszy i w nieporównywanie ostrzejszejszej formie. Dla człowieka, którego naturalnym stanem jest balansowanie na krawędzi katastrofy, nagłe zapewnienie mu całkowitego bezpieczeństwa będzie tak samo nie do zniesienia, jak urzeczywistnienie się najgorszych obaw." Jean Liedloff No właśnie ( Pan Józek, hodowca kurczaków ), strasznie mi dziwnie tak bez Dziecka. Może ta krawędź katastrofy to lekka przesada, ale bardzo dużo rzeczy można zrobić w krótkim czasie i jeszcze film sobie obejrzeć w tivi popijając białe wytrawne. Bardzo mi dziwnie. Ciągle nasłuchuję, czy gdzieś nie woła. Wszędzie się natykam na zabawki, książeczki, skarpetki i strasznie mi tęskno. I dziwnie. I Zygzak się odnalazł, ale nie ten co odjechał wczoraj, bo ten się znalazł przedwczoraj, a wczoraj zginął ponownie. Inny jakiś wrócił. A Rajdek ...

Cyc-tat

... woda gotowana młotkiem (nawet przez dłuuuuuuższy czas) pozostaje nieugotowana. Wojciech Widłak Proszę to potraktować jako początek nieregularnego cyklu ((wydawniczego). Chciałabym tylko wyjaśnić, że jako ten Benek Guzik czuję się młodsza z każdym rokiem. Pamiętam, jak sobie wyobrażałam swoją dorosłość - cała zaplanowana, zorganizowana, zakredytowana, na czas, uprasowana, zapięta pod szyję, i w rozmiarze 36. W zasadzie pozostały mi tylko kredyty. Ale luz, spoko, jest okej.