Posty

Wyświetlam posty z etykietą wakacje

Fala

Obraz
Walizka jeszcze nie rozpakowana, piasek z butów nie wytrzepany,  a ja wciąż mam zawroty głowy... powiedzmy że od lotu, turbulencji, podróżowania. Było magicznie, jednorożce, pinakolada, tęcza i fontanny z serduszek. Obrzydliwie jednostajnie słodko!!! Było też pieprznie magicznie, a podświadomość to zawszony i podstępny kundel. Wywiodła mnie na manowce. Z zaskoczenia zaprowadziła ze słonecznej plaży nad betonowy basen, z rattanowego leżaka do łóżka przesiąkniętego łzami, z upału w wiatr i zawieruchę, czyli w przeszłość dokładnie sprzed roku. Nieświadomie i naiwnie (wciąż naiwnie, pfff) dałam się wywieść w te same kąty, pomiędzy te same trzciny i kraciaste obrusy, gdzie siedziałam sobie spokojnie uśmiechając się błogo znad lodowatej Alfy, gdy otrzymałam maila jak cios pięścią w splot słoneczny (tak to sobie przynajmniej wyobrażam), o tym co było rok temu. Wtedy wszystko do mnie zaczęło docierać. Dlaczego mnie mdli, dlaczego nie mam siły pedałować po prostej drodze, dlaczego cała t...

Przeddzień

Kiedy dwa miesiące temu bukowałam sobie wakacje na październik, odczuwałam niejakie wyrzuty sumienia. Bo czyż pracując z domu, mam prawo się zmęczyć i chcieć urlopu? Przecież nie dojeżdżam do roboty, mogę ugotować/sprzątnąć/uprać pomiędzy zadaniami pracowymi. Mogę pracować pośród wieżowców Warszawy, jak i na łonie przyrody, również cudzoziemskiej, byleby internet był. Ale teraz nagle w przededniu wylotu, jak sobie pomyślę, że nie będę widzieć komputera, logo mojej firmy, logo mojego banku, skajpa, fejsbuka i całej tej bandy przez osiem pełnych dni, to normalnie czuję w powietrzu zapach pinakolady. I słowo daję, może być zimno i padać, żarcie może być kiepskie, mogą być tłumy włoskich turystów z bachorami, może być cokolwiek. Ja już chcę tam być. Fakt wakacji i powyżej opisana sytuacja życiowa wprowadzają dwa nurtujące mnie ostatnio tematy egzystencjalne. A mianowicie, czemu ja odczuwam wyrzuty sumienia (niejakie, ale zawsze) w takich momentach, jak bukowanie sobie wakacji, legalnych,...

Miło rozpoczęty wieczór

Koniec upałów, początek korków (jak dobrze, że mi się w tym roku nie nakładały!), koniec wakacji, początek przedszkola. Aż trudno uwierzyć, że wakacje już się skończyły. Były w ogóle? ktoś je widział? ja nie przypominam sobie.... W związku z tym przedszkolem mam lekuchny stresik. Tak z tydzień nie mogłam spać, pfff. Matka większa panikara niż Dziecko, więc dostawy Dziecka do przedszkola w tym tygodniu organizuje Ojciec. Dzisiejsze usypianie: - Mamo, chcę do dużego łóżta. Wzięłam, a co. - Mamo, chcę moje tuleczti. Dałam, niech je. - Mamo, chcę do małego łóżta, tam nie ma okruszktów. Ha. Nieźle to sobie wykombinował. A.A.A. Zwróciliście uwagę na "dzisiejsze usypianie"? Tak jest. Jest 20.30, a Dziecko śpi od 20 minut. Chyba polubię to przedszkole.

Co tam, panie?

Hm. A wcześniej długo mnie nie było. Wiem. Żyłam w wielopokoleniowej rodzinie na prawach komuny. 3 pokolenia, 7 osób, 5 laptopów, 9 telefonów komórkowych, 3 Zygzaki, 50 metrów z ogródkiem. Jedna toaleta. Faaaaaaajnie było. Taki pierwszy wstępny przymiarkowy międzynarodowy kongres fanów prosecco i kiełbaski z ogniska. Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za wspólnie spędzone chwile. Szczególnie w łazience. Poza tym odbyłam wielce pouczające spotkanie z dietetykiem licencjonowanym, który uświadomił mi, że jeśli chcę umrzeć piękna i zdrowa to muszę koniecznie zmienić miłość do słodyczy w miłość do orzechów, zażywać 17 tabletek witaminowych co 2 godziny, pić wodę z filtra, olej z aceorli oraz sok z aloesu. Bądź odwrotnie. Więc jestem na odwyku. Miewam stany deliryczne, które leczę pestkami z dyni i nerkowcem. Boszszsz. No i jeszcze na sam koniec. Kiedyś dawno temu w Ameryce oglądałam program o niegroźnych zboczeniach. Jest taka para, która uwielbia pławić się w jedzeniu. Ta. Szczególn...

Istota festiwalowa

Podobnie do innych z gatunku homo sapiens jest istotą stadną. Występuje na terenach całej Europy, jak wskazuje jej nazwa, na obszarach festiwalowych. Prowadzi koczowniczy tryb życia, nocując na biwakach i plażach. Lubi duże miasta. Istota festiwalowa charakteryzuje się (getrami) kolorowym strojem, którego elementem koniecznym są trampki konwersy. Rozpoznać ją można łatwo po dekoracyjnych elementach ubioru - koszulkach z napisami manifestującymi różne bzdury (np. zbieram na większe cycki), kolczykami zrobionymi z czegokolwiek (włóczka, korki plastikowe, orzechy itp), dużą chustą omotaną wokół szyi lub głowy lub torby. Torba jest ważna, choć nie ma określonych reguł, z czego jest wykonana i jaki ma kształt. Istota festiwalowa unika najwyraźniej toreb skórzanych. Zawartość toreb pozostaje tajemnicą dla badaczy. Istoty festiwalowe odżywiają się piwem i frytkami, nigdy nie przygotowują własnych posiłków. Mówią głośno, często przeklinając. Palą. Chociaż piją dużo piwa nigdy się nie upijają i...

Open'er Festival

Bylam sobie sama na plaży. W zasadzie nie do końca sama, bo ostatnio wszędzie chodzę z niedźwiedzica Suzy i pewnie jeszcze trochę będzie się za mna włóczyć w ramach przygotowań do zmasowanej akcji depi. No właśnie z tego powodu ulokowałam mój ręcznik z ciężarówka na uboczu. Z tym że ja do wody zimniejszej niż 20 st. C na pewno nie wejdę! A w ogole to festiwal cudny. Pierwszego dnia mialam ciut mieszane uczucia, bo z jednej strony biceps ledwo mieszczacy sie w rekawku koszulki Eddiego z Pearl Jam, a z drugiej zimno śpiaco głośno i wala reflektorami po oczach, ale jakoś się przestawiłam na tryb festiwalowy I daję radę. A dziś chyba wieczór przed tivi, bo festiwalowe żarcie powaliło M. Może sobie kupię krzyżówki.

Postęp

Jak to jest, że w momencie gdy Dziecko uczy się wołać "mamo, robimy siusiu", toaleta jest zajęta? No tak to jest, że komuś się nie chciało robić drugiej łazienki, jak była okazja. Więc temu komuś Dziecko nasiusiało do słoika po ogórkach. Ale co było robić, skoro woła? Poza tym to wiem, że nie piszę, ale nie mam o czym. Mundial mnie nie interesuje, chyba że w wykonaniu Dziecka. Wybory mam głębiej niż Komorowski jelonki, a Kaczyński nas wszystkich. No to nie mam o czym się wypowiadać w debacie publicznej. A prawda, na wakacjach byłam, w USA.... Ale żeby się tak od razu dzielić wszystkimi pikantnymi szczegółami mojego tygodnia w stanie wolnym bezdzietnym, kiedy to zajęta byłam przebywaniem z ukochaną mną? Powiem tyle, że najfajniejsi byli ludzie, nasze towarzystwo od margarity. W ogóle cała ta niby spokojna uliczka to jedna wielka impreza skupiająca normalnych ludzi pracy, ale także ludzi żyjących na cudzy koszt lub miłością, wariatów łagodnych kąpiących się nocą w fontannie ora...

Dzień siódmy.

Właśnie pokonałam tygodniowy jetlag i mniej więcej załapałam nowy rozkład jazdy. W samą porę, bo dziś wyjeżdżam, o ironio! Mam też dziś pierwszy leniwy dzień, czyli malowanie paznokci i leżenie na łóżku z laptopem. Naprawdę fajnie. Ach, muszę jeszcze jakimś cudem upchnąć 2543 nowych bluzeczek do walizki i mogę jechać. Moja karta kredytowa aż się zaczerwieniła od częstego prześlizgiwania się przez czytniki. Mam za to zapas odzieży na 14 najbliższych sezonów, biorąc pod uwagę, jak krótkie mamy lato. Normalnie było cudownie, poznałam wspaniałych ludzi, wypiłam 834 margarity i spędziłam czas zupełnie nietypowo, a to przecież chodzi na wakacjach. Jednocześnie jestem chora z tęsknoty, więc wszystko się dobrze składa. Wakacje idealne. I'm lovin' it.

Kartka z wakacji

W małym niepozornym domku przypominającym kształtem rozpłaszczoną oborę mieszkają sobie 3 przypadkowe osoby. Na wyścigi ściągają wodę ze ścian prysznica gumką, pucują blaty i zbierają każdy kłaczek kociego włosa. Wieczorem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zasiadają na swoim olbrzymim patio z oszronionymi szklanicami margarity. A że 3 to taka nierówna liczba, dość często zapraszają znajomych i przyjaciół na wspólne patiowanie z noclegiem. Takie wakacje lubię. Co prawda niektóre osoby starają się uświadomić mi, jak wiele lat już przeżyłam, jak staro wyglądam i jak mało radości mam w życiu. Ale mówię Wam, wielkie majtki to kupa radości!

Wolny piątek

Taaa. Życie jest piękne. Jest piątek, godzina 9 a ja nadal w piżamce, sączę kawkę. Próbuję porozumieć się z Dzieckiem, ale mówi do mnie w obcym języku. Brzmi to mniej więcej tak: - Lolipoli, lolipoli, inanałt. I macha przy tym rękami. Normalnie podejrzewam, że to po angielsku. Kto by pomyślał.... Niby wiem, że w żłobie uczą angielskiego. No ale przecież nie sądziłam, że skutecznie. A tu proszę. Rano konwersacje o Szekspirze, po południu herbatka przegryzana daktylami. Mówiłam już, że życie jest piękne? To pa.

Mauritusie, szykuj się!

Ha!* Dzień zaczął się dobrymi wieściami - w porannej poczcie znalazłam pismo od prawnika, który okrągłymi zdaniami zawiadamia, że zmarł nieznany mi do tej pory mój bliski kuzyn Inż. Markus R...cki (!?). Wyobraźcie sobie, że nieszczęsny wraz z całą rodziną i wszystkimi zstępnymi zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Jego jedynym spadkobiercą jestem ja. Na koncie w Benińskim Banku Afryki czeka na mnie suma okrągłych 23,7 mln dolarów. A więc koniec moich trosk finansowych. Wykupię się z banków, pojadę na Mauritusa, a mojego blogaska obsypię diamentowym pyłem. * Jako bogaczka mogę bezkarnie naruszać prawa autorskie Stardoga. Stary, daj numer konta, to ci trochę odpalę tytułem odszkodowania za naruszenie zastrzeżonych znaków towarowych.

A my na wczasach

Mój kochany pamiętniczku, to miał być taki piękny dzień. Słońce skrzy się na ośnieżonych stoczach, narciarze szusuja, praktycznie nie mam gorączki, gardło boli tylko nad ranem, nos odtyka się przy dziesiątym smarknięciu.... cudze dzieci w zasadzie mnie nie wkurzają. Jak jestem wyspana to nie. Tymczasem własna krew z krwi i ciało z ciała odwala numer w postaci "Dzisiaj nie ma spania". Nie wiem jak dla niego, ale dla mnie to 2,5 h wyjęte z dnia i życiorysu. No nie ma spania i już. Jest wycie i histeria. [Dzień dobry, mam dwa latka, dwa i pół, sięgam głową do szczęki mamy, jak leży i walę z całej siły. Jak mam lepszy nastój, to kręcę mamie loka, aż do wyrwania. Fajnie jak włos tak wystrzeliwuje ze swojej cebulki z dżwięcznym "ping". Wołam wtedy radośnie "ba-bam".] Dobrze odżywione Dziecko, sztuk jeden, nie bite, zamienię na inne w równie dobrym stanie, tyle że umiejące samodzielnie zaparkować tyłem w łóżku. Za 2-3 lata mogę się odmienić. Dzięki Najwyższemu z...

Jingle bells

Obraz
A co tam, zaczynam święta. Spakowałam nas w 17 walizek i 3 reklamówki. M nie włączył się, jakby się kto pytał. Dwa razy przypaliłam ten sam garnek. Jeszcze se odkurzę i jestem gotowa. A, nie jeszcze muszę pograć na konsoli. Phi. I jeszcze spakować zabawki w koszyczek. Phi No to Wesołych i Niech Nowy Rok będzie Si.

Weekend w środku tygodnia

Mieliśmy w tym tygodniu miniweekend. Znaczy dzień niepodległości. Prezydent się produkował w radio i tv i nawet mókł biedak na placu Piłsudskiego, a wszystko to ku pokrzepieniu gawiedzi, która nie mogła starym zwyczajem wybrać się na rodzinny spacer po centrum handlowym, gdyż handlu w święta w grajdole nie ma. A u nas sielanka. Znaczy najazd Szy z rodziną, który miał przynieść efekt kozy i uświadomić mi, jak cudowne mam życie i jaki porządek panuje na co dzień w naszym mieszkaniu. Tymczasem było fajnie i relaksująco. Pogadałam z pokrewną duszą, ponarzekałyśmy zgodnym chórem na mężów migających się od obowiązków ojcowskich, na dzielącą nas odległość, na brak snu, na brak czasu dla siebie, na brak kasy na fanaberie. I jak prawdziwe kury domowe spędziłyśmy dzień w kuchni przygotowując 14 garów żarcia. Ale spoko, wczoraj wylizaliśmy resztki, więc dziś gotuję od nowa. 5 litrów zupy zniknęło, pół kilo makaronu zniknęło, gar pieczeni z pieczarkami zniknął, ciasto z masą orzechową i budyniem z...

Zaleglosci

Bylam dzis i wczoraj (i jutro bede) na konferencji. Mowia nam tam, zeby blogowac, twittowac, facebookowac, goldenlinowac, linkedinowac, a nawet naszoklasowac. To wszystko w imie rozwijania wlasnej firmy oraz siebie samego jako osoby znaczacej cokolwiek w wirtualu. No wiec bloguje. Na inne nie mam czasu, ani pomyslu. No wiec bylam na konferencji a M byl z Dzieckiem. I uwaga, bylo im razem dobrze, nie plakali, nie smsowali co 5 minut i ogolnie dali sie ponetworkingowac. Wspaniale! Chociaz z drugiej strony zenujace, ze wspanialym nazywam cos co powinno byc norma. Ale niech tam. Jest wspaniale:) oby tak dalej chlopaki! No wiec w domu wspaniale, konferencja fajna, wakacje byly zaje. To teraz o wakacjach. 1. Przede wszystkim, niech zyje all inclusive. To moje pierwsze doswiadczenie z takim luksusem. I sie przywiazalam, nie powiem. Teraz jak wybija 11 to moje kubki smakowe w akcie samoobrony zaczynaja produkowac posmak pinacolady. Musze isc na zakupy i kupic skladniki. Bede pic pinacolade co ...

Cypr

Byłam na wakacjach. Mam dużo przemyśleń, ale jestem zbyt zmordowana, żeby teraz pisać. Idę spać, chociaż jest dopiero w pół do dwudziestej. Napiszę tylko, co odkryłam w zakresie "wiedzy ogólnej o świecie". No więc, Cypr to jest i wyspa i kraj, tzw. Republika Cypryjska. Nie jest to Grecja, ani Turcja, no chociaż trochę tak. I ta Republika Cypryjska jest członkiem Unii Europejskiej!!! No więc dokładnie to jest tak: Cypr jest starym graczem na mapie świata. Według mitologii urodziło się tam paru bogów. Natomiast człekokształtni prowadzą tam aktywność już od 11 tysięcy lat, kiedy to zaczęli sobie cośtam zbierać wśród kamienistych wzgórz cypryjskich. Potem wciskamy fast forward, przelatujemy rozmaite okupacje rzymskie, weneckie, tureckie, arabskie i brytyjskie i zatrzymujemy się dopiero w 1960 roku. Wtedy wyspa przestaje być kolonią brytyjską i powstaje Republika Cypryjska. Znów FF i lądujemy w roku 1974. Grecy dokonują na Cyprze zamachu stanu, a Turcy inwazji zbrojnej. Kotłuje si...

Wte i wewte

No to teraz nie wiem, czy jestem szczęśliwa czy nie. Jadę we wtorek na wakacje, to jakby powinno kończyć dylemat. Ale. Dziecko jest chore, niby w zasadzie nie rzyga, bo co to jest jedna poduszka do prania, ale gila ma do pępka i nie może spać z powodu kaszlu. Z tegoż to powodu, w robocie mam zaległości po pachy. Ale co tam. Poza tym, 3 z 8 weków cukiniowych się rozwekowały powodując zapaszek ten tego. Muszę się spakować w 3 walizki + wózek nie przekraczając 34 kg. Masakra! Dobrze że moja nadwaga się w to nie wlicza. Zjadłam wczoraj 4 ciastka i tylko całonocne cyckowanie może złagodzić cokolwiek efekt tuczący tej orgii. Marzę o czekoladzie. To podobno oznacza, że jestem nieszczęśliwa. Ale nie skaczmy tak szybko do konkluzji. To te 17 kg na osobę doprowadzają mnie do stanu depresyjno-zawałowego. No i jeszcze, bo dawno nie pisałam, muszę uzupełnić info o kilku historiach z tego tygodnia. Pierwsza ma swój początek parę tygodni temu. Pojechałam składać wniosek o paszport dla Dziecka. Przeb...

Coś się kończy

Obraz
Zimne poranki, wieczorem natomiast ochota raczej na herbatę z malinami niż białe wino, pierwsze rudziejące liście to nieomylne zwiastuny końca lata. To wprost straszne, nie mogę się z tym pogodzić, i chce mi się wyć za latem. Jedyną nadzieją na wygrzanie się w słońcu jest urlop w ciepłych krajach. Mam nadzieję, że św. Antoni oraz Wydział Paszportowy się zlitują i już niedługo wyfruniemy na egzotyczną wyspę.... A tam przegląd ciał. A na razie piękny weekend za nami, a sorry, piękna sobota. Ja naprawdę lubię chmielaki . Drewniane kogutki i pieski, wiklinowe koszyki i orzechy w cukrze...mniam. No i malowniczy menele wysiadujący w bramach. Cenzura mnie dopadła i musiałam wyedytować. Podobno stanowię zagrożenie dla równowagi we wszechświecie. Ja z moim malutkim blogaskiem? ależ kto mnie czyta??? Dziś rano przejeżdżając koło domu bez dachu zauważyłam zaparkowany na podjeździe samochód właściciela. Jeździ kabrioletem! Urocza konsekwencja wyborów. Pewnie nie zdąży w ciągu tygodnia umeblować d...

Wsi brzęcząca, bzz bzzzzzz

Na wsi jest tak: - bzykają komary, głównie po zachodzie słońca - brzęczą muchy, na okrągło, z przerwą 23.00 - 1.22 - buczą kombajny na polach do 23.30 - trajkoczą traktory - szczekają psy - tuptają jeże a potem chrzęszczą pod kołami samochodów :( - świszczą wiatraki - chlupocze wartki strumień. No dobra, trochę koloryzuję, ale wieś ma być sielska, więc wiatrak mi tu potrzebny jako figura stylistyczna. Aha, jeszcze z szumem przemknął peleton tur de polonia. Oprócz komarów, much i psów, innych zwierząt nie słychać. Robota wre. Sąsiad układa kostkę brukową od 6.30 do 24.00 od tygodnia. Kobiecina z Palikijów II maluje płot z siatki drucianej, po 2 przęsła dziennie, przez 9 godzin. Zadania są podzielone tak, aby każdego dnia przynajmniej 20 osób w gminie kosiło trawnik kosiarką spalinową, 12 zamiatało podjazd, 32 plewiły rabatki, 7 stało na drabinie i obrywało mirabelki. Cała reszta na kombajny i ciągniki zbierać płody!