Niedziela
Byłam z Dzieckiem w kościele. Tak mnie naszło i postanowiłam zaryzykować. I co? I nic. Dziecko zasłuchane w pana organistę siedziało w wózku przez pół godziny z absolutnie rozanieloną miną. Może będzie księdzem jak dorośnie? W okolicach kazania Dziecko przeniosło się na moje kolana i wtuliło. Przy "baranku" wykonało jeden acz celny rzut autem w ołtarz. Przy podniesieniu jadło gwiazdeczki kukurydziane i piło sok z maliny. W stosownych momentach. Przy komunii kilkakrotnie ustawiało się w kolejce, ale zawsze bezskutecznie i jakaś staruszka go uczynnie do mnie odprowadzała. Przy błogosławieństwie Dziecko się przeżegnało (z moją pomocą) i powiedziało głośno amen (samodzielnie). Po powrocie do domu Dziecko odmówiło wyjścia z wózka i zasnęło i w tym stanie tkwi do chwili obecnej. Jak miło. A w ogóle przyuczamy Dziecko do różnych prac domowych. Więc zazwyczaj Dziecko wysypuje zawartość kosza na brudną bieliznę na podłogę i wtyka wszystko do pralki. Kosz ulega dezintegracji, wolno ale...