Posty

Dziecko idzie do pracy

Wczoraj wydobyłam z czeluści piwnicznych rower. Jako że opony niczyje zostały zutylizowane zgodnie z założeniami (ha!), uzyskałam dostęp do mojego rumaka miejskiego. Rumak został przyprowadzony na salony celem obmycia go z kurzu. Ku zaskoczeniu mojemu wielkiemu, dzieła dokonało Dziecko, radośnie wołając "Myję wielki rower mamy". Cudownie. Wreszcie znalazłam dla Dziecka praktyczne zastosowanie. Szkoda, że ten talent nie objawił się podczas wielkiego sprzątania po imprezie, ale co tam, będą następne okazje. Natomiast dzisiejszy poranek zaskoczył mnie dwoma nieplanowanymi korkami oraz deszczem. W drodze do żłoba Dziecko najpierw zawołało "Ja chcę na nóżki", wlazło do kałuży po czym zażądało "Ja chcę na rączki". Główna ofiara tej operacji - mój granatowy płaszczyk. Trasę parking-sklepik (gdzie zaopatruję się w dzienną porcję węglowodanów złożonych pod postacią batonika)-zakład pracy pokonałam w strugach deszczu, który dopełnił demolki mojego dzisiejszego emplo...

2 lata po raz drugi

Obchodziliśmy drugie urodziny Dziecka po raz drugi. To tak jakby kończyło 4 lata, czy jak? A to nie koniec, ponieważ obchody w tym roku przyjęły kształt triduum. Dobrze, że sprzątanie czeka mnie tylko raz. Za to dziś. Obserwację mam taką, że czwórka rozrabiających dzieci robi niewiele więcej bałaganu niż jedno. To jakaś myśl, warta zapisania na przyszłość. Tort w kształcie Zygzaka przetrwał pościg po autostradach tego kraju (pfff), mikroklimat bagażnika oraz noc poza lodówką i nadal jest pyszny. Dziecko mimo postępów w rozwoju ogólnym, zdecydowanie ma braki w ogładzie towarzyskiej. Wszystko przeżywa po swojemu. Na przykład o 2 w nocy ze łzami w oczach recytuje listę gości oraz prezentów... dzielny człowieczek. A na dniu ziemi było cudnie. Po raz nie wiadomo który zastanawia mnie, dlaczego ludzie, którzy notorycznie noszą swoje dzieci na ręku, drugim przepychając wózek przez tłum, nie skorzystają po prostu z chusty? Jak widać, w ogóle nie mam pomysłu na tą notkę. Więc się po angielsku w...

2 lata

Obraz
To oficjalne. Dziecko zostało dwulatkiem. Dzień spędziliśmy godnie: skansen wsi białostockiej, kozy, dinozaury, kolejka, pizza, lizak, kluchy, lody. A pan policjant darował nam mandat. Dziecko zdecydowanie jest w nowej fazie rozwoju, bo mówi: - Mamo, ja chcę do Kalifornii! albo Opowiadam bajkę o brzydkim kaczątku, a Dziecko przygląda się rysunkowi: - Mamo, a dlaczego ta kaczuszka nie ma telefonu? I dużo innych pytań zaczynających się od dlaczego. Nie za bardzo nadaje się do kościoła. Ksiądz dostał głupawki, a jakaś pani na mnie sykała, że tak nie wolno. Bo dziecko chowało się pod ołtarzem i skubało kwiatki. Ogólnie było dużo stresu w weekend, ale to już przeszłość, więc hakuna matata. Ja piszę dla pieniędzy, więc jestem mocno zajęta. Ale jeśli zacznę wstawać o 5, to dam radę i tutaj skrobnąć parę linijek.

Kryzys, czy co?

Dzisiejszych stresów z pracy nie będę komentować. Wystarczy powiedzieć, że próba koordynacji kampanii adwords, rehabilitacji, komunii, wesel i wyborów prezydenckich wprawiła mnie w nastrój turbo bojowy. Potem przypaliłam sukienkę na jutro żelazkiem. Chyba jednak wystąpię w ślubnej, chrzanić. Dziecko raz zsikało się w gacie podczas mojej samotnej chwili na lekturę. Kolejny raz, na bezczela, na moich oczach utworzyło kształtną kałużę na środku dużego pokoju, a następnie z kamienną miną posoliło ją i popieprzyło przy użyciu młynków kuchennych. Przy okazji zasikało sobie nowe buty oraz książkę o Bobie! Dodatkowo zeżarło kawałek żelowego pociągu. Nie wiem, jak duży. Zrobiony wczoraj własnoręcznie porządek zniknął. W fotel wgnieciony jest cały batonik muesli, który wcześniej pływał w wannie. Dziecko zidentyfikowało na blacie karton po mleku, z którego skrupulatnie wytrząsnęło ostatnie kropelki na swoją bluzkę, ale to pikuś, bo bluzka i tak cała w buraczkach. Czuję intuicyjnie, że to wszystko...

W centrum handlowym

Jest nieźle. Wczoraj na ulicy usłyszałam komplement od nieznajomego. I to nie było gwizdnięcie :) M musiałby napisać ze 2 strofy heksametrem, żeby mnie tak uradować, jak to jedno zdanie na przejściu. A wieczorem dokonałam przeglądu strojów wieczorowych i okazało się, że ubrania sprzed 5 lat są za duże, sprzed 3 dobre, sprzed roku też dobre. I nie wiem, co wybrać. Ale i tak się cieszę. Na fali dobrej passy przymierzyłam suknię ślubną i też dobra. Ha! Znaczy, ekonomiczny ze mnie model, skoro mogę przez 5 lat wszystkie wesela obskakiwać w tej samej kiecce. --- Jedno z popołudni w tym tygodniu spędziliśmy w sposób konsumpcyjny. - Dziecko: ja chcę na zakupy! - a co chcesz kupić? - kluchy, lizaka i zieloną pompę! No i pojechaliśmy na zakupy połączone z posiłkiem na mieście. Wszystko przy wtórze Ave Maria. - Dziecko: o, wielka olbrzymia żółta literka M jak mama We wskazanej placówce Dziecko spożyło posiłek warzywny, frytki z keczupem, a na deser otrzymało zielonego smoka. Potem poszliśmy do z...

Przed kurami

Jest taka godzina przed wschodem słońca, kiedy koty już śpią, a kury śpią jeszcze. O tej godzinie pierwsze autobusy wyruszają z zajezdni. Dziś o tej godzinie moje Dziecko obudziło się i zawołało "Mamo, jedziemy na wycieczkę!" Nie będę się rozpisywać, ale poranek był kryzysowy. Dominowały myśli o treści: nigdy więcej żadnych dzieci, jak dobrze pójdzie to już za 16 lat Dziecko się wyprowadzi z domu i się wyśpię. M walnął tekstem przełomowym: Kochanie, weź ciężarówkę i pojeździj po mamie. Za co oberwał rzeczoną ciężarówką od naszego skarba. Zwlekłam się zatem o tej nieprzyzwoitej porze i czem prędzej wyruszyłam z domu, żeby uniknąć dalszych spięć tego trudnego poranka. I odebrałam nauczkę od życia, że kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje postać w korkach. Bo jak zwykle nasza podróż do żłoba trwa tyle co 2x Warszawski Sen, to dziś trwała 7x Pod Papugami. Dalej nie było lepiej. Dla zobrazowania dodam, że na samej Wawelskiej spędziłam dobre pół godziny i wykryłam tam 3 niezabezpieczo...

Przewiązane czarną wstążką

Plany weekendowe nie zostały zrealizowane. Spadł deszcz i spadł samolot. I nie wyrobiliśmy planu. Było nadprogramowe sushi (to takie jedzenie przewiązane czarną wstążką) w wersji Teraz Polska, czyli z ogórem kiszonym, makrelą, żółtym serem i szczypiorkiem. M ma pomysł na wersję narodowo-wyzwoleńczą: z kiełbasą, bigosem i maczane w wódce. Choć trochę ruszyłam z robotą, ale nie zupełnie. A w ogóle to jak wygląda sprawa realizacji postanowień noworocznych? Statystki mówią, że o tej porze roku się już o nich nie pamięta. Ja pamiętam, zbieram się na jakiś bilans kwartalny. Ale to za moment. Teraz skorzystam z tego, że Dziecko śpi i sobie padnę bezwładnie na kanapę.