Posty

Orgia

Z okazji światowego dnia budyniu życzę wszystkim, aby Wasze budynie były zawsze czekoladowe i bez kluchów. Wczorajsze bliskie spotkanie z piwem ujawniło, że moja tolerancja na alkohol znów się obniżyła. Jest to oczywiście bardzo pozytywne z finansowego punktu widzenia. Jednak spadek dawki tolerowanej o 30% interpretuję raczej jako znak upływającego czasu i postępującego zużycia wątroby i energii przedurodzeniowej. Poza tym znów dopadła mnie cenzura. Zawsze gdzieś się czają szytwniaki, którym słowo orgia kojarzy się pejoratywnie. Widocznie nigdy nie byli na fajnej orgii. Dziecko jest już w domu, stąd przerwy w pisaniu blogaska. Życie wróciło w swoje koleiny i tylko u Dziecka postęp. Jeździ na rowerku, nie lubi żłobka i buduje zdania złożone z podrzędnym przydawkowym.

Podoba mi się

Tak strasznie dużo rzeczy ostatnio, że muszę uporządkować w kolejności przypadkowej. - czas dla mnie. I absolutnie same pozytywne rzeczy, które z tego płyną, w stylu love, peace and understanding. - spotkania z Siostrą w internecie o absolutnie dziwnych porach i picie drinków na online'owych imprezkach. Mała, wpadnij kiedyś na kawkę z rana:) - słowa uważność i doświadczać - moja brokatowa bransoletka w truskawki - super promocje cenowe, które na mnie wpadają ostatnio. Ciekawe co na to moja karta kredytowa. - wykłady o lądowaniu na księżycu i komunistach w letnim domku - kolor moich paznokci i moja nowa fryzura - plany na święta i na wakacje - jedwabna letnia moda boho i etno - czesław niemen - domowe suszi - kawa z ekspresu - poczucie, że idę w dobrym kierunku - oraz to, że dziś wraca Dziecko. Bo już mnie ciśnie w piersiach z tęsknoty.

Zestaw Mały Ogrodnik

Wraz z wiekiem pojawiają się u mnie coraz to nowe dolegliwości geriatryczne. Wczoraj na przykład dopadła mnie gwałtowna potrzeba uprawiania ogrodu. Jako że ogrodu nie posiadam, będę uprawiać balkon. Celem zaspokojenia tej jakże pierwotnej potrzeby udałam się do centrum handlowego, gdzie uświadomiłam sobie, że po prostu nie wiem, jak urządza się przydomowy ogródek balkonowy. Pobrałam z półki publikację pt. "Kwiaty balkonowe" i zasiadłam na ławce parkowej w dziale drzewnym z lekturą. Przez następne 2 godziny pochłaniały mnie takie zajęcia jak odróżnianie kamyków od keramzytu, orientacja mego balkonu względem stron świata i obliczanie godzin słonecznych w poszczególnych miesiącach, poszukiwanie zawieszki do doniczek, a następnie pasującej do niej doniczki, przeliczanie centymetrów bieżących doniczki na litry ziemi kwiatowej, rozpracowywanie systemu haków mocujących doniczki na balustradzie, dobór nasion, które nie wymagają szklarni, tunelu, rozsad i przerywania, a jednocześnie d...

Relaksi-taksi

U mnie relaksu ciąg dalszy. Zabieg socjologiczny, jakim była wczorajsza podróż autobusem, bardzo mi się podobał. W pracy osiągnęłam zen, graniczący z nudą. Po pracy osiągnęłam nirwanę na fotelu w zakładzie damsko-męskim. Chociaż oczywiście Pani Myjąca pominęła obszar na czubku głowy. Dlaczego one nigdy nie myją całej głowy??? Moment płacenia rachunku był natomiast euforyczny. Ze względu na wypadające w tym tygodniu WIEKOPOMNE rocznice (wiekopomne, bo polegające na pominaniu wieku, czyli nie dające za-pominać o wieku) otrzymałam jakąś mega zniżkę. Słowem, nowy fryz kosztował mnie tyle, co słoik suszonych pomidorów w leklerku, natomiast mniej niż ekowino z tegoż. Wieczorem M zabrał mnie na wino. Zamierza olać mnie i porzucić jutro na pastwę artystów, pijaków i prostytutek, więc teraz przygotowuje grunt. Natomiast dziś o świcie zbudziło mnie radosne podniecenie. Tą pozytywną energię spożytkowałam w kuchni, gdzie przygotowałam pełnowartościowy posiłek zgodny z zasadami makrobiotyki i natur...

Wczora z wieczora

Wczoraj z okazji przeprowadzki do nowego biura, dałam upust mojej pasji wyrzucania. Pozbyłam się katalogów z 2002, nie zrealizowanych projektów z 2003, notatek do badań rynkowych z 2004, kopii listów przewozowych z 2005 oraz materiałów szkoleniowych z 2006. Nakarmiłam śmietnik. Potem udałam się w wyśmienitym towarzystwie na wino, wino i pinacoladę o smaku truskawkowym, czym dałam upust mojej kolejnej pasji - miłości do konserwantów i barwników sztucznych w słodyczach i napojach wyskokowych. Następnie udałam się spać (czym dałam upust mojej miłości do spania przez 9 godzin na dobę), by już o 6.30 dziś z rana zasiąść przed laptopkiem Blu w celu zapoznania się z nocną twórczością M. (Mówił o tym "kreatywne płodzenie", co oczywiście kojarzy mi się zupełnie z czym innym niż miecze i potwory.) A teraz łykam w pośpiechu kawę, gdyż ponieważ muszę zdążyć na autobus, gdyż ponieważ pojazd mój czterokołowy spędził noc samotnie na parkingu służbowym, gdyż ponieważ po pracy udałam się na w...

Co się dzieje?

Moje uzależnienie od internetu się pogłębia. Liczba stron, które muszę odwiedzić, zanim wyjdę na zakład zrobiła się niebezpiecznie długa i jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście będę musiała wstawać wcześniej. I nie za bardzo mam o czym rozmawiać z ludźmi, bo wszyscy już wszystko wiedzą z blogaska! - Słyszałeś, że .... - A tak, czytałem u Ciebie na blogu. - A wiesz, że.... - Tak, pisałaś o tym. No to napisałam o tym.

To był bardzo udany weekend

Poznawanie siebie, uczenie się nowych rzeczy, spanie nago, kolacja w knajpie, dwie książki przeczytane w łóżku, niewyłażenie z łóżka do 14, pizza na obiad w łóżku, kino, kawa w coffee heaven, spacer po centrum handlowym, trochę seriali, dużo rozmawiania, przytulania i całowania. Pink and glitter. Czas dla mnie i dla mojego związku. Czyli dla dwóch najbardziej zaniedbanych spraw w tym uniwersum. Oh, yeah.