Posty

Ciągota

 A jakby tak znów pisać? Porady, o które nikt nie prosił. Odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadał. Definicje pojęć, które już zdefiniowano, ale kto by czytał słowniki. Historie o dawaniu rady i ogólnym poczuciu porażki. Bo mam ciągotę, żeby upublicznić się nieco.

Lęk uogólniony

  Mój lęk jest ogromny. Stoję na skrawku trawy w słońcu. Skrawek ma może 60 cm średnicy. Dookoła toczą się burze i wojny i tylko cudem mnie jeszcze nie zmiotły. To kwestia czasu. Im więcej czasu udaje mi się przetrwać w tym świetle, tym bliżej jestem zagłady. Jak przestać się bać? Czy to jest mój wybór? Czy mogę zrobić coś innego niż dawać radę?

System update

Dziewczyny z MbL mi przypomniały, że mam bloga i blogerskie alter ego. Z tej to okazji pomyślałam, że może mały updejt spraw, z którymi ostatnio muszę dawać sobie radę: - bezsenność, obrażalstwo i zazdrość Dziecka - ciężar 50 zaręczynowych diamentów - rozterki z cyklu, co mam dziś zblendować w moim ukochanym vitamixie (tak, Unold numer dwa też pojechał do reklamacji i nie chcę go już oglądać. Sprzedałam nerkę i kupiłam vitamixa, pfff) - jak się zabrać za subjuntivo - interaktywne kampanie marketingowe. Ale spoko, ze wszystkim daję radę :)

Agata w krainie blenderów

Miałam nie pisać. Ale ostatnie burzące krew w żyłach wydarzenia sprawiły, że pojawiła się potrzeba podzielenia się czym następuje. Zaczęło się, jak zwykle, od nieodpowiedzialnych marzeń. Marzyłam mianowicie o szybkoobrotowym blenderze, którzy zrobi za mnie wszystko w kuchni, łącznie z mąką jaglaną i hummusem. Życie pokazuje, że nie wolno marzyć nad miarę, należy się wpasować i mąkę kupować w supermarkecie. Ale w kwietniu jeszcze tego nie wiedziałam i sobie marzyłam, aż postanowiłam pójść za marzeniem. Dokonałam przeglądu rynku i postanowiłam zakupić coś, co nie jest absolutnie najdroższe i co posiada dystrybutora krajowego - BioChefa. BioChef według internetu miał nie tylko mielić wszystko, ale także podgrzewać. Cudo to miało do mnie dotrzeć dzięki systemowi zakupów ratalnych w ciągu 2 tygodni. Kontakt z dystrybutorem był miły i dość częsty. Dwa tygodnie wlekło się niemiłosiernie i minęło niepostrzeżenie, a blendera nie ma. Prowadziłam z dystrybutorem korespondencję przez 2 miesiące...

Tego się nie spodziewałam

Z bezsennością jestem w zażyłej komitywie, jak wiadomo, nie od dziś. Nie spodziewałam się, że mnie małpa jedna zaatakuje od zupełnie bezbronnej strony, a mianowicie, że się do mnie dobierze od Syna. Bo otóż Syn mój cierpi od dwóch nocy na problemy ze spaniem. Może to adrenalina, może to efekt nocy przed poniedziałkiem, może to kwestia czytanej książki, lęków, czasu zmian, a może jeszcze czegoś innego. Sytuacja jest o tyle wnerwiająca, że ja akurat jestem śpiąca i bym sobie chrapnęła, ale Syn mnie wzywa... Dodam, że w całej sytuacji występuje komplikator w postaci łóżka ikeowskiego Kura z tunelo-namiotem. Odbywa się to tak. Wczołguję się w tunel. Czytamy książkę, gasimy światło, przytulamy się chwilę i gadamy, Syn zaczyna oddychać równo, zaglądam z komórki w internet na 3-5 minut, żeby miał czas mocno usnąć i rozpoczynam proces wysuwania się z tunelu. Jestem dość wygimnastykowana, joga, siłka, rower, wyciskanie ciężarów korkociągiem itd, ale wygramolenie się z tunelo-namiotu w taki spos...

3.45

Czasem tak jest, że gdy budzę się obrzydliwie wcześnie, na przykład dziś o 3.45, to cieszy mnie ten fakt. Bo czyż nie jest cudownie mieć przed sobą 2 godziny 15 minut do budzika do dowolnego wykorzystania? Leżę sobie wtedy w łóżku, przewijam internety i rozkoszuję się faktem, że za chwilę nadrobię zaległości, może coś napiszę, wypiję kawę na spokojnie, poczytam książkę. Potem nagle mam już tylko 1 godzinę 35 minut do budzika, więc szybko wybieram z listy. Wciąż jeszcze mogę wybrać to, na co mam największą ochotę. Dziś padło na czytanie. Czytanie jest cudowne. Jest legalnym i akceptowalnym sposobem na ucieczkę od rzeczywistości. Co więcej, jest sposobem na ucieczkę od własnych myśli i uczuć ! Jest społecznie podziwianym i cenionym sposobem na unikanie konfrontacji z powodem tak wczesnej pobudki, pfff. Czytam więc sobie bezkarnie i z samozadowoleniem, nawet gdy czytam bzdety dla nastolatków. I minus jest tylko taki, że nie kontroluję wtedy czasu. Więc gdy zerkam na zegarek okazuje się, ...

Włosy

Mój sposób na ułożenie włosów bez wysiłku: umyć, rozczesać, pokręcić się po domu, włożyć czapkę i wyjść z domu, spocić się na siłowni, włożyć czapkę i przyjechać rowerem do domu. Mój sposób na jesienną grypę: j.w. Jak to się fajnie składa, bo na weekend zobowiązałam się: wziąć Syna na basen, odbyć indywidualny trening na siłce, zabezpieczyć róże na zimę pójść potańczyć ze znajomymi, zaliczyć imprezę ą-ę w małej czarnej, zorganizować popołudnie tematyczne Groby i Dynie. Tymczasem jest normalny dzień roboczy i zasuwam przy taśmie, tyle że mam mroczki przed oczami, ale to nic w sumie, bo posiadłam umiejętność pisania bezwzrokowego dziecięciem będąc. Mam tylko problem z czytaniem cyferek przez te mroczki. I przez łzawienie z ócz. A może to nie łzy, tylko katar? Anyway słone. I nie jest to dzień lajtowy. Jest to dzień zamykania miesiąca, przedłużania umów, planowania podróży służbowych, rozwiązywania zagadek zusowskich. I jeszcze sobie przypomniałam, że miałam coś wydrukować na za tyd...

Dobra jesień

Czytam w internetach , że zimno, jesień, szaruga, ciemno i ogólnie dekadencja i pełna wspominek schyłkowość. Mnie jeszcze nie trafiło, jeszcze tego nie czuję. Jesień jest kolorowa, słoneczna i malownicza z tymi porannymi mgłami. Przez okno wpada w ciągu dnia dużo słońca, w którym tańczy za dużo kurzu. Wcale nie marzy mi się sen zimowy. Chcę i ja jeszcze potańczyć zanim zamarznę. Chcę jeszcze trochę zupy z dyni, pieczonych jabłek i nalewki śliwkowej. Jeszcze dwie, trzy podróże zanim przyjdą mrozy na całego. Nie mam zdania w dyskusji czy przestawianie czasu jest dobre. Ale mnie to dobrze. Auta nie muszę skrobać z rana, nie siedzę w kubiku w openspejsie, nie wdycham naftaliny i cebulowych oddechów w autobusach. Mnie to dobrze. Syn się sam myje i ubiera z rana, śniadanie wciąga i jest gotowy zaledwie po jednej góra dwóch awanturkach. Korków prawie że nie ma, tylko jedno rondo w remoncie na trasie do szkoły. Ale w autku ciepło, milusio, muzyczka gra a kierowcy na drodze z pierwszeństwem p...

Sobota

Jeśli z mojego poprzedniego wpisu nie wynika to jednoznacznie, to wyjaśnię - wakacje były cudowne. A co lepsze, tuż po wakacjach był (jest) weekend. A co jeszcze lepsze, jest to 49-godzinny weekend. A co jeszcze jeszcze lepsze, pierwszą połowę tego weekendu spędziłam w łóżku i to było również cudowne.

Fala

Obraz
Walizka jeszcze nie rozpakowana, piasek z butów nie wytrzepany,  a ja wciąż mam zawroty głowy... powiedzmy że od lotu, turbulencji, podróżowania. Było magicznie, jednorożce, pinakolada, tęcza i fontanny z serduszek. Obrzydliwie jednostajnie słodko!!! Było też pieprznie magicznie, a podświadomość to zawszony i podstępny kundel. Wywiodła mnie na manowce. Z zaskoczenia zaprowadziła ze słonecznej plaży nad betonowy basen, z rattanowego leżaka do łóżka przesiąkniętego łzami, z upału w wiatr i zawieruchę, czyli w przeszłość dokładnie sprzed roku. Nieświadomie i naiwnie (wciąż naiwnie, pfff) dałam się wywieść w te same kąty, pomiędzy te same trzciny i kraciaste obrusy, gdzie siedziałam sobie spokojnie uśmiechając się błogo znad lodowatej Alfy, gdy otrzymałam maila jak cios pięścią w splot słoneczny (tak to sobie przynajmniej wyobrażam), o tym co było rok temu. Wtedy wszystko do mnie zaczęło docierać. Dlaczego mnie mdli, dlaczego nie mam siły pedałować po prostej drodze, dlaczego cała t...

Przeddzień

Kiedy dwa miesiące temu bukowałam sobie wakacje na październik, odczuwałam niejakie wyrzuty sumienia. Bo czyż pracując z domu, mam prawo się zmęczyć i chcieć urlopu? Przecież nie dojeżdżam do roboty, mogę ugotować/sprzątnąć/uprać pomiędzy zadaniami pracowymi. Mogę pracować pośród wieżowców Warszawy, jak i na łonie przyrody, również cudzoziemskiej, byleby internet był. Ale teraz nagle w przededniu wylotu, jak sobie pomyślę, że nie będę widzieć komputera, logo mojej firmy, logo mojego banku, skajpa, fejsbuka i całej tej bandy przez osiem pełnych dni, to normalnie czuję w powietrzu zapach pinakolady. I słowo daję, może być zimno i padać, żarcie może być kiepskie, mogą być tłumy włoskich turystów z bachorami, może być cokolwiek. Ja już chcę tam być. Fakt wakacji i powyżej opisana sytuacja życiowa wprowadzają dwa nurtujące mnie ostatnio tematy egzystencjalne. A mianowicie, czemu ja odczuwam wyrzuty sumienia (niejakie, ale zawsze) w takich momentach, jak bukowanie sobie wakacji, legalnych,...

Uwaga, uwaga, luz

Uwaga, uwaga. Decyzja została spisana językiem urzędowym, opatrzona podpisem, opakowana w kopertę i wysłana. Teraz to ja czekam na decyzję. Decyzja kosztowała mnie dwa ataki paniki i 4 dziwne sny, w tym dwa dość przyjemne, i trochę pieniędzy. Nikt mi nie zarzuci, że działam szybko i bez przemyślenia. Zaledwie 3 lata dojrzewałam, słonica w ciąży by mnie przegoniła. W związku z Decyzją mogłam wypić jakieś dobre wino i obgadać Ją w zadymionej kuchni z przyjaciółką. Mogłam również oddać się medytacyjnemu krojeniu dyni. Skorzystałam z obu opcji. A więc oprócz dowodu nadania listu poleconego, mam 5 litrów zupy dyniowej, 2 litry musu dyniowo jabłkowego oraz 4 litry musu dyniowego do dowolnego wykorzystania. Mam również luz, że oto teraz już tak niewiele w tej sprawie ode mnie zależy, że kiwam sobie nóżką...

Spinka

Jest tak, że jak gdzieś się zepnę, to gdzie indziej muszę poluzować. Nie mogę być za nic spięta wszędzie. Jak siłownia i systematycznie praca domowa i rozwój osobisty i ruszanie z listy zadań pozycji nie-do-ruszenia, to walizki nie rozpakowane i zupa nie ugotowana i wanna nie umyta. Pracowa lista rzeczy do zrobienia też rośnie. I tak dalej. A zasadnicze pytanie brzmi, co tak właściwie jest ważne. To jest kluczowe pytanie za milion dolarów. Dwie rozmowy ostatnio odbyłam o tym, jak  mi jest. Ta druga to mnie zaskoczyła, bo rozmawiam sobie ot tak, żeby pogadać, z człowiekiem niewiele mnie łączy, a tu nagle bach-bach-bach trzy szybkie mądre pytania skłaniające do refleksji. Refleksja jest taka, że ruszyłam z tematem nie-do- ruszenia (pamiętacie Decyzję , co się czaiła?, no to właśnie z tym) i od razu jak tylko, to się okazało, że pod spodem też zastój w innej jeszcze sferze życia. Boszsz, ile człowiek się musi narobić, żeby przeżyć to życie.

Kawa przed wschodem słońca

Sporo już napisałam o bezsenności. A może wcale nie pisałam, tylko chciałam napisać? Fakty mi się dziś będą mieszać, to pewne. Dziś lubię moją bezsenność. Dzięki niej mam świeżo ugotowane dwie różne zupy, curry z ciecierzycą i obejrzanego Hannibala. Siedzę właśnie przy drugiej kawie i czekam na pobudkę Syna. I lubię dziś tą bezsenność, bo te godziny między północą a świtem, między jarzynami, między odcinkami, były magiczne. Ja siekam marchewkę, Hannibal kolegę po fachu i tak sobie powitaliśmy słońce każdy w swojej kuchni, a jednak w jakiejśtam jedności... Podobno bezsenność nasila się jesienią. Spodziewam się pracowitej jesieni. Zaczynam kilka projektów na raz i wiem, że nie będzie lekko. Praca wchodzi w wymagający okres. A w moim życiu tak wiele się dzieje i choć staram się wchodzić w to świadomie, niespiesznie, dać się nieść wydarzeniom, to przecież jestem aktorem, a nie widzem i nie mogę nie działać. Mam emocje. Tęsknię, pragnę, chcę więcej i bardziej i bliżej, mam pokusę, b...

Energia podąża za uwagą

Zasmęciłam się dzisiaj nieco. Łaziłam tak z tym zasmęceniem, myśląc cobytu, skoro zupa nie pomogła, mimo że gotowana pod przykryciem i rytualnie. Wzięłam więc i pomedytowałam. W tej medytacji przyszły do mnie przeróżne myśli odkrywcze i objawienne. Przy czym większość śmieciowych i bez związku z istotnymi dla świata sprawami. Pośród śmiecia zaczęłam się jednak zastanawiać, czego mi w zasadzie trzeba? Nie w takim sensie, że Johnny'ego Deppa i 3 milionów (może być złotych). I nie w takim sensie, że pokoju na świecie. W takim sensie, że tu i teraz w tym momencie. Otóż mię potrzeba było magii. Namacalnych dowodów, że wszechświat mnie wysłuchuje i dostarcza, że magia się zadziewa, że kto szuka ten znajduje, a kto prosi ten dostaje (więc ostrożnie z tym). Potrzeba była silna i domagająca się zaspokojenia. Udałam się zatem po Syna do placówki edukacyjnej na piechotę z myślą, że pójdę przez park, otrę się o przyrodę w przestrzeni miejskiej, ale zawsze, i może gdzieś po drodze wydarzy s...

Jesiennie

Mole poszły spać, wolę jaglaną od owsianki, wolę czerwone od białego, gotuję zupy pod przykryciem i dodaję dynię do wszystkiego. Z powyższego wnioskuję, że jesień. Jesień jakoś mi się sentymentalnie zaczęła. Od ugotowania zupy medytacyjnej i rozważań.  Miałam medytować o naiwności. Ale dopadło mnie przemijanie. Widzę je w lustrze, słyszę je w telefonie, czytam o nim maile. Boję się go i chcę go jednocześnie. Nie chcę moich siwych włosów, ale jestem przecież przeogromnie ciekawa jak posiwieją. Oj, to głupoty jakieś. Jestem teraz przejęta i zmartwiona i smutno mi wprost ogromnie.

Ohohoh

Obraz
Życie zaczęło biec szybciej tak jakby. Ponieważ rozpoczęła się kolejna runda przemian. I się dzieje. Na tapecie malowanie i sprzątanie po. Wielkie wyrzucanie. Przedpokój oczojebny pomarańcz. Nowa lampa, nowiusieńka, z mojego rocznika. Ja też nowa, nowiusieńka. Zapracowana jak już dawno nie. Krzyż mnie boli i oczy i noce zarywam. O 20 robię sobie kawę, żeby dociągnąć do północy. Na tapecie zmiana postawy życiowej. Zbyt wiele osób siedzi mi na głowie. Wielki remont. Malowanie za mną. Wielki remont przede mną. Jak sobie przypomniałam, że w styczniu przy drugim-trzecim winie z przyjaciółką, zarzekałam się, że ja nigdy, nie wyobrażam sobie tego i nie potrzebuje i że to jakiś absurd i po co mi to w ogóle? A teraz ja to właśnie przeprowadzam z radością i podrygując w rytm mariamagdalena, you're a creature of the night, ohoh. W poniedziałek przychodzi pani posprzątać po malowaniu. Do wielkiego remontu też mam doping, nawet się z psychologiem skonsultowałam, a co, ja nie będę victi...

Beton

Będę nietrendy i ponarzekam. Znowu o szkole. Mianowicie było wczoraj zebranie rodziców. Było to zebranie 24 osób (plus ja), z których każda posiada własne zdanie i pragnie je wyraźnie zaznaczyć, wyrazić oraz przekonać do niego pozostałe 23 osoby, na następujące ważkie tematy: - co jest lepsze, segregator czy skoroszyt? /Pracuję w biurze od lat i nie znam różnicy. Ale dowiedziałam się, że jedno z powyższych posiada sprężynę i ostro zakończone druty, co czyni je śmiertelnym zagrożeniem dla dziecka. Dziecko ma być od takich przedmiotów izolowane jak od broni palnej./ - co jest lepsze, woda w butelkach czy woda w dystrybutorze? /Jak dla mnie dystrybutor to duża butelka, ale nie.... o nie, nie jest to takie proste. Czy dziecko może mieć dostęp do gorącej wody? A do zimnej? A z butelki to jest trudno nalać, można się oblać, upuścić butelkę sobie na stopę... Jak się dobrze przyjrzeć to i butelka i dystrybutor stanowią śmiertelne zagrożenie.../ - co jest lepsze do obłożenia podręcznika, ...

Pierwsza randka... może druga

Boszsz, jak ja przeżywam tą szkołę. No jak pierwszą randkę.. no może jak drugą randkę nawet. A w ogóle to nie wierzcie facebookowi i dziennikarzom - pierwszy dzień szkoły jest dziś . Wczoraj był luzik, na 10, 1,5 godziny i pozamiatane, można wypuścić dzieci na plac zabaw. Szkoła zaczyna się dziś. To dziś trzeba było przerwać poranną kawę, rzucić raporcik w excelu w kąt i zerwać Dziecko z betów o 7.03. Zrobić śniadanie, drugie śniadanie, sobie śniadanie, znaleźć skarpetki, chustkę na szyję i o 7.30 zorientować się, że czas wychodzić, a ja nadal w piżamie. I zapomnieliśmy kasku na głowę. To chyba normalne że za pierwszym razem nie wszystko wychodzi super, no nie? (jak na pierwszej randce.. no może na drugiej). Poszłam do szkoły bez prysznica i we wczorajszym ubraniu. To zupełnie nie jak na pierwszą, czy nawet drugą randkę.

Po wakacjach

Dziś będzie banalnie. Dziś pragnę złożyć hołd i oddać pokłon wszystkim tak zwanym matkom nie pracującym. Tym co wiecie, idą do supermarketu o 11 i cały dzień opalają się na placach zabaw. I oglądają seriale. Znaczy, pragnę im oddać pokłon, jeśli to prawda, że mogą cały dzień opalać się na placu zabaw, bo oznacza to ich świetną organizację i wybitne zdolności pedagogiczne. A jeśli to nieprawda, do czego się raczej skłaniam, to tym bardziej, bo łomatko, jest 15.48 dnia drugiego na tej robocie i łomariojózefie, ja już w mordę nie mogę... Dziś chciałam popracować przed świtem, ale z rana nie działał internet, więc się wlekło wszystko na komórkowym hotspocie. Potem ruszył internet i Dziecko ruszyło w tym samym czasie (sprawdzić, czy nie spał na ruterze). Potem robiłam śniadanie, więc wysypała mi się zawartość kosza na śmieci na podłogę kuchenną. Nie było akurat wody, więc nie miałam jak zmyć. Ale było wody akurat na tyle, żeby balon naciągnięty na kran się napełnił i pęk niespodzianie ...